Część polskich posłów – i stwierdzam to z prawdziwą przykrością – oficjalnie przestało być homo sapiens. Pozwalać nadal, by tacy ludzie, stanowiąc prawo, decydowali o losie nas wszystkich, to tak, jakby wpuścić najgłupszego z możliwych głupca do domu i dać mu do ręki swoje kody bankowe, wszystkie swoje oszczędności i powiedzieć: „Rób z tym co chcesz. Ufam, że postąpisz mądrze!”. Projekt blokowania stron pornograficznych przez dostawców internetu nad którym pracuje (sic!) obecnie sejm, pokazuje, że jego pomysłodawczynie i pomysłodawcy, m.in. Beata Kempa. Andrzej Dera, Arkadiusz Mularczyk, Tadeusz Woźniak oraz (kolejne sic!) poseł Piotr Szeliga, który, zgodnie z tym, co pisała prasa, spotykał się z prostytutką w hotelu, oczekując później od kancelarii sejmu zwrotu za wynajem pokoju, całkiem przestali myśleć i przełączyli się na tryb umysłowej wegetacji.

Ja nie mówię już nawet o tym, że jak działa zakazywanie i blokowanie zamiast rozwiązywania problemów przekonaliśmy się już wiele razy. Zakaz hazardu rozwiązał problem uzależnień od gier losowych, prawda? Zakaz posiadania najmniejszej nawet ilości marihuany, rozwiązał, jak wiemy, problem narkomanii. Zakaz sprzedaży alkoholu sprawił przecież, że Polska jest krajem wolnym od alkoholików, a kościelny zakaz seksu przedmałżeńskiego oczyścił naszą umęczoną ojczyznę od plagi katolickich panien młodych, kroczących dumnie w 9-miesięcznej ciąży do ołtarza.

Ja mówię o podejściu posłów i posłanek do problemu, jakim jest niewątpliwie coraz częstsze sięganie nieletnich po pornografię.

Żeby go rozwiązać, trzeba zrozumieć, że w wychowaniu dzieci, i szerzej przyszłych polskich obywateli, wyborców, a także ludzi, którzy będą za lat kilkanaście rządzić krajem, nie chodzi o stworzenie sztucznego świata, w którym pornografia i przemoc nie istnieją. Nie chodzi o blokowanie dostępu do treści, które, aczkolwiek szokujące, są treścią współczesnego świata. Takie zachowanie sprawi tylko, że w oczach młodych pornografia zyska na wartości, stanie się dobrem zakazanym, więc tym bardziej cennym. Sprawi, że dzieci, które jakimś cudem uda się przeprowadzić przez wiek dojrzewania w przekonaniu, że pornografia nie istnieje, stając z nią oko w oku w życiu dorosłym (co niechybnie nastąpi) zgłupieją i nie będą umiały nijak do tego zjawiska podejść.

To, nad czym posłowie powinni debatować i na czym się skupić, to pytanie, jak wychowywać dzieci, żeby wpoić im pewne wartości i zasady, żeby rosły w przekonaniu, głębokim i szczerym, że drugi człowiek nie jest środkiem do osiągania przyjemności, że nie można używać go jak rzeczy i traktować przedmiotowo. Żeby zrozumiały, dlaczego w swojej najgłębszej istocie pornografia jest zła: nie dlatego, że pokazuje gołych ludzi i seks, ale dlatego, że ich dehumanizuje, sprowadza do roli przedmiotu służącego do zaspokojenia seksualnego, a także dlatego, że jej tworzenie wiąże się nieuchronnie, podobnie jak prostytucja, ze zorganizowaną działalnością przestępczą, z handlem ludźmi, kobietami, z niszczeniem im życia, faszerowaniem narkotykami, haniebnym i poniżającym traktowaniem.

Człowiek, który zobaczy rzecz w takim świetle, będzie miał zasady, empatię i na tyle zdrowego rozsądku, żeby zrozumieć, że choć żyjemy w świecie, w którym niemal wszystko wolno, to nie wszystko warto. Taki człowiek z pewnością poradzi sobie w zderzeniu z prawdziwym światem, to jest takim w którym - czy się to posłom podoba, czy nie - pornografia czy przemoc są na porządku dziennym.

Ale to wymagałoby od posłanek i posłów żmudnej i prawdziwej, a nie pozorowanej racy, aktywności, współpracy z ekspertami, pokory i konsekwencji. To wymagałoby autentycznego zatroskania o przyszłe losy kraju i o to, jakie przyszłe pokolenie sobie wychowujemy i jaką Polskę stworzą dzisiejsi 12,13, czy 15-sto latkowie, kiedy zasiądą w ławach sejmowych, zastępując w nich, dzisiejszych, pożal się Boże, przedstawicieli narodu.

w: http://elizamichalik.natemat.pl/127597,porno-a-sprawa-polska