.
  samobójstwo nastolatki
 

Walczyła ze swoim zdjęciem w sieci. Przegrała. Zabiła się

...

Marta Urzędowska 2012-12-10, ostatnia aktualizacja 2012-12-10 11:19:05.0

Kanadyjska nastolatka powiesiła się po trzech latach rozpaczliwej walki ze skutkami opublikowania w sieci jej zdjęć topless. Kanada dyskutuje nad zagrożeniami czyhającymi na dzieci w internecie. A według badań w USA blisko 18 proc. uczniów szkół średnich, dziewczynek i chłopców, wysyła swoje "niedwuznaczne" zdjęcia przez telefony.

Hello! Zdecydowałam, że opowiem wam moją historię. Trzy lata temu, w siódmej klasie używaliśmy z przyjaciółmi kamer internetowych, żeby poznawać nowych ludzi. Poznałam kogoś, kto nazwał mnie piękną, idealną... Potem namówił mnie, żebym pokazała piersi - tak zaczyna się film, który w październiku na You Tube'a wrzuciła 15-letnia Kanadyjka Amanda Todd.

Kilka tygodni później powiesiła się w swoim pokoju, w domu niedaleko Vancouver, a film stał się jej epitafium.

Nagranie zatytułowane "Moja historia: Walka, prześladowanie, samobójstwo i samookaleczenie" obejrzały miliony internautów.



To zdjęcie będzie już zawsze

Drobna, szczupła dziewczynka pokazuje na filmie tylko część twarzy. Trzyma kilkadziesiąt kartek, które kolejno pokazuje do kamery, na każdej jest kilka słów.

Opowiada, co spotkało ją w ciągu ostatnich trzech lat, od kiedy mężczyzna poznany w internecie wrzucił do sieci jej zdjęcie topless i zadbał, żeby trafiło do jej rodziny, przyjaciół, szkoły.

Kolejne przeprowadzki, kolejne szkoły, próby zerwania z poprzednim środowiskiem. I powracający koszmar - jej rozebrane zdjęcie zawsze prędzej czy później trafia do jej nowych znajomych.

Amanda zaczyna pić, bierze narkotyki. Choruje na depresję, ma ataki paniki. Okalecza się, kilka razy bezskutecznie próbuje się zabić.

- Wiem, że to zdjęcie nie zniknie, że już zawsze gdzieś tam będzie - pisze na jednej z karteczek na filmie. Na innej zastanawia się: co ja tu jeszcze robię?

Kilka tygodni po nagraniu, miesiąc przed 16 urodzinami, wiesza się w swoim pokoju w Port Coquitlam w Brytyjskiej Kolumbii.

Wirtualny znak hańby

Po śmierci dziewczynki światowe media rozważają zagrożenia czyhające na nieletnich w internecie, takie jak wykorzystywanie przez pedofilów, nieświadome udostępnianie danych, czy wymienianie się przez same dzieci zdjęciami i nagraniami o charakterze erotycznym.

Nie tylko Amanda zachowała się nierozważnie. Naukowy magazyn "Archiwa Zachowania Seksualnego" opublikował dane, z których wynika, że w USA blisko 18 proc. uczniów szkół średnich, dziewczynek i chłopców, wysyła swoje "niedwuznaczne" zdjęcia przez telefony komórkowe innym uczniom. 30 proc. dziewczynek i 50 proc chłopców przyznaje, że dostają takie zdjęcia.

Także cytowani przez brytyjskiego "Guardiana" pedagodzy ze szkół na Manhattanie przyznają, że coraz więcej uczniów wysyła sobie na komórki własne erotyczne zdjęcia i filmy. Często takie materiały stają się narzędziem prześladowania, najczęściej dziewczynek, które po opublikowaniu zdjęć dostają metkę "puszczalskich".

- Nastolatki używają technologii, żeby znaczyć dziewczynki szkarłatnymi literami, niemożliwymi do usunięcia z cyberprzestrzeni - przypomina "Guardian" (szkarłatna litera A to znak hańby wyszyty na ubraniu cudzołożnicy, głównej bohaterki powieści amerykańskiego pisarza Nathaniela Hawthorne'a).

Anonymous: znaleźliśmy go

Cieszę się, że nagrała ten film, to była odważna dziewczynka - mówił w gazecie "Vancouver Sun" ojciec Amandy. - Powiedziała mi, że robi to, żeby ostrzec innych, żeby nikogo nie spotkał taki sam koszmar - opowiada. - Ja z kolei chcę podzielić się moją historią z rodzicami, którzy powinni mieć świadomość, co grozi ich dzieciom i próbować temu zapobiec - wtóruje mu matka dziewczynki.

Premier Brytyjskiej Kolumbii, Christy Clark w zamieszczonym na You Tube filmie potępiła prześladowanie Amandy i złożyła kondolencje jej rodzinie.

Słynna międzynarodowa grupa hakerów Anonymous twierdzi, że znalazła mężczyznę, który rozsyłał zdjęcie dziewczynki. Według nich to 32-latek z New Westminster.

- To pedofil, człowiek, który zniszczył Amandę - napisali na swojej stronie ujawniając jego nazwisko, adres i datę urodzenia. Jak tłumaczą - "w akcie zemsty".

Kanadyjska policja sceptycznie podchodzi do tych rewelacji, według rodziny Amandy na razie nikogo nie aresztowano, policja namierzyła ponoć podejrzanego w USA.

Czerwony Kapturek powinien bać się wilka

Sprawą Amandy zajął się Raffi, znany kanadyjski piosenkarz, pisarz i obrońca praw dzieci. Stworzył projekt "Czerwony Kapturek", który zajmuje się lobbowaniem na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa dzieci w internecie.

Tłumaczy w wywiadach, że nazwa projektu ma podkreślić, że dzieci są w cyfrowej przestrzeni same i narażone na spotkanie z wirtualnym wilkiem.

W połowie listopada opublikował w internecie list otwarty do szefowej operacyjnej Facebooka, Sheryl Sandberg. Poza matką Amandy podpisali go inni rodzice, nauczyciele, pracownicy instytucji zdrowia publicznego, dziennikarze, radni, artyści. Piszą do niej jako do "szefowej Facebooka, matki, i wizjonerki" z prośbą o rozpoczęcie i poprowadzenie zmian zwiększających bezpieczeństwo dzieci w serwisach społecznościowych.

Przedstawiają długą listę zarzutów: Instagram, popularna aplikacja do dzielenia się zdjęciami, zawiera zdjęcia dzieci wrzuconych bez zgody rodziców przez ich opiekunki. Piszą o Omegle, promowanej na Facebooku stronie, która zachęca do "rozmawiania z nieznajomymi". W liście twierdzą też, że Daily Capper, kanał YouTube'a otwarcie promuje seksualne wykorzystywanie nieletnich dziewczyn.

"Martwimy się o 200 mln dzieciaków poniżej 17 roku życia używających Facebooka. Nie możemy zapomnieć wołania o pomoc Amandy Todd. Dlatego jasno mówimy serwisom społecznościowym: to przez was drapieżnicy w sieci mają łatwy dostęp do swoich młodych ofiar. Prosimy Facebooka, Twittera, YouTube'a i inne firmy: okażcie serce, zacznijcie działać!" - napisali.

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 119381 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=