.
  Dzieci na półmisku
 
Wojciech Żmudziński SJ

Dzieci na półmisku

O krainie, w której podaje się na półmisku ludzkie noworodki, o wyśmienitym smaku tej wybornej potrawy zapijanej małpim winem, pisze laureat tegorocznej literackiej Nagrody Nobla - Mo Yan.

 W Alkoholandii wszystko jest pozbawione wartości. Jej zdegenerowani mieszkańcy jedzą, obżerając się, piją, chlejąc i zachowują się gorzej od zwierząt, które w przeciwieństwie do ludzi potrafią się wzruszyć, dochować wierności i otoczyć troską swoje małe.

 Śledząc surrealistyczne losy oficera śledczego Dinga Gou’era i poznając opowieści młodego pisarza Yidou, czytelnik z trudem opanowuje odruch wymiotny. Jeden z bohaterów powieści, zbuntowany dzieciak, przestrzega czekających na ubój małych chłopców: "Oh, maja różne przepisy. Mogą nas na przykład usmażyć, ugotować na parze, udusić w sosie sojowym, posiekać i przesmażyć z odrobiną octu, albo uprażyć na sucho. Sposobów jest mnóstwo. Na ogół jednak nie jadają nas na surowo, choć zdarzają się wyjątki - podobno wiceburmistrz Shen zjadł raz surowego chłopca, maczając mięso w japońskim occie z importu".

 Czytając książkę "Kraina wódki" wielokrotnie zadawałem sobie pytanie: dlaczego jej nie odłożę? Dlaczego nie przerwę w połowie tych idiotycznych dywagacji o obscenicznych potrawach, zezwierzęconym seksie i chlaniu wódy? Brutalny język tej mojej relacji z lektury Noblisty tylko w nieznacznym stopniu oddaje stosowane przez autora metafory przepełnione sadyzmem, katujące czytelnika niemal na każdej stronie. Początkowo byłem oburzony, że nagrodą Nobla uhonorowano tak zwyrodniałą powieść. Jednak po dłuższej refleksji zrozumiałem, co kryje się pod tą moralną brzydotą.

 

Ta okrutna powieść wyraża straszną prawdę o człowieku, którego grzeszność już nie przeraża lecz fascynuje, który morduje dzieci nazywając je specjałem kulinarnym a nie człowiekiem. By rozgrzeszyć się z brutalnego czynu, wystarczy zmienić jego nazwę. Nikt tu nie zjada niewinnych dzieci lecz przyrządza wyjątkowa potrawę. Mieszkańcy Alkoholandii nie są kanibalami lecz obrońcami praw konsumenta, jego wolności, jego kultury i kreatywności. Wyjątkowość ludzkiego życia polega przecież na smaku a szczęście na wypełnianiu żołądka, podrażnianiu narządów płciowych i odurzaniu się trunkiem o kuriozalnej nazwie "Mrowie zielonych mrówek".

 Czy rzeczywiście w tym kierunku zmierza cywilizacja? "Pewnego dnia, gdy kula ziemska przestanie istnieć - czytamy w ponad czterysta stronicowej książce - cząsteczki alkoholu będą wciąż krążyć po wszechświecie". Czy Mo Yan tworzy metaforę współczesnego materializmu, którego jedynym celem jest "dostarczyć nowej podniety naszym kubkom smakowym i błonom śluzowym jamy ustnej"? Jeśli tak, to warto przebrnąć przez jego powieść i czytać ją na trzeźwo mimo, że niejednokrotnie odnosiłem wrażenie, że Autor pisze po pijanemu, rzucając mi w twarz śmierdzące wnętrzności z rozprutego brzucha ładnie wyglądającej powierzchowności.

 Wbrew wielu recenzjom, książka, której w żadnym wypadku nie należy dawać do ręki uczniom, nie przedstawia jedynie obrazu chińskiego społeczeństwa. Ona mówi o beztroskiej i nie zawsze świadomej degeneracji dzisiejszego człowieka. Dlatego tak oburza i przeraża.

 

w: http://www.deon.plhttp://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,910,dzieci-na-polmisku.html


_____

Wojciech Żmudziński SJ
dyrektor Centrum Arrupe
jest członkiem SChDW

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 119381 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=