.
  negocjacje w Biblii
 
Z o. Wojciechem Żmudzińskim, jezuitą, biblistą, nie tylko o potyczkach słownych rozmawia ks. Sławomir Czalej.

Ks. Sławomir Czalej: Abigail to kobieta, o której możemy poczytać w Pierwszej Księdze Samuela. Czasy dawne. Dlaczego jej historia miałaby dzisiaj nas obchodzić?

O. Wojciech Żmudziński: – Dokładnie w 25. rozdziale. Temat jest jakoś szczególnie ważny, bo dotyczy negocjacji, z których każda strona wychodzi zwycięsko…

Zwłaszcza jeśli mąż dyskutuje z żoną, gdzie jechać na wakacje…

– Niestety, ten rodzaj negocjacji nie dotyczy tego, że ktoś chce loda, a nie kanapkę, co przypomina raczej negocjację dziecka z rodzicami. Jest to negocjacja, której przedmiotem jest życie. Bardziej wiąże się ona z ludzkimi dylematami. Z sytuacjami, w których ktoś musi przegrać, żeby wygrać. Wprawdzie nie jest to temat letni i wakacyjny wprost, ale takie sytuacje zdarzają się i na wakacjach i wtedy, gdy ciężko pracujemy.

Na czym więc polegały negocjacje Abigail?

– Ewenementem negocjacji pomiędzy Abigail i Dawidem jest fakt, że Dawid przegrywając – zwycięża. Trzeba przypomnieć, że w tamtym czasie był on banitą prześladowanym przez ówczesnego króla Saula. Ukrywał się ze swoimi 600 żołnierzami, przemieszczając się z miejsca na miejsce. Wszyscy w Izraelu jednak – i to było powodem zazdrości i nienawiści Saula – wiedzieli, że pobił Goliata. To był taki nasz Janosik. Pojawiał się i ludzie czuli się bezpiecznie. Pilnował ich trzód. Sprawiał, że nikt ich wtedy nie atakował, bo jednak inni albo się Dawida bali, albo czuli przed nim respekt. W 25. rozdziale wspomnianej Księgi Samuela pojawia się Nabal, bardzo bogaty człowiek, którego w odniesieniu do filmowego Janosika moglibyśmy porównać do murgrabiego. I tenże murgrabia, który miał tysiące własnych owiec i kóz, też korzystał z ochrony, jaką zapewniał mu Dawid. Pewnego razu Dawid zapytał przez posłańców, czy może przybyć ze swoimi ludźmi na uroczystość, którą ten wyprawiał. Nabal wówczas zachowuje się skandalicznie, odsyłając z kwitkiem posłańców. Rozsierdzony niewdzięcznością Dawid postanawia zabić nie tylko Nabala, ale i całą jego rodzinę.

Naprzeciw wychodzi kobieta…

– Abigail, gdy tylko dowiedziała się o zdarzeniu, wychodzi naprzeciw Dawida, żeby ten odstąpił od swojego zamiaru. Co ciekawe, Abigail, używając współczesnych technik negocjacyjnych, najpierw dowiaduje się, co naprawdę kieruje Dawidem. A kierowała nim jego duma, nie chciał stracić twarzy. Wiedząc o tym, nasza biblijna bohaterka przemawia do niego z pełnym szacunkiem dla niego i jego dumy. Mówi zatem, że będzie królem Izraela, zadając mu równocześnie pytanie: „Jak będziesz się czuł jako ten król, jeżeli będziesz miał na sumieniu to, co zamierzasz zrobić? Czy potrzebne jest ci takie obciążenie, krew na rękach i wyrzuty sumienia, choć i tak twoja przyszłość jest świetlana i będziesz szczęśliwy?”.

Dawid poczuł się doceniony?

 

– Oczywiście. Dostrzega równocześnie, że to, co chce zrobić, będzie ostatecznie godziło w niego. Że nie przysporzy mu sławy, ale wręcz ją osłabi. Abigail wygrywając w tych negocjacjach – bo Dawid w końcu odstąpił od zbrodni – sprawia jednocześnie, że Dawid też wygrywa. Jest to więc klasyczny przykład negocjacji wygrany–wygrany.



Jak to się jednak przekłada na współczesność i na nasze życie?

Poprzez dostrzeżenie wielu podobieństw między Abigail a Chrystusem, a także Dawidem i współczesnym człowiekiem. Abigail – podobnie jak Chrystus – w rozmowie bierze na siebie nie swoje winy. Mówi, że bierze na siebie przewinienia Nabala, bo ten nie wie, co czyni. Bo Nabal znaczy po prostu głupiec. Tu od razu przypomina nam się scena spod krzyża. Roztacza przed nim ponadto wizję przyszłego królestwa, bo na króla został już namaszczony. Kolejne podobieństwo to błogosławienie komuś, kto ma złe zamiary względem niej i całej jej rodziny. Obdarowuje Dawida, przynosi dary i coś, co jest dla mnie najbardziej poruszające… Otóż żeby ocalić życie, trzeba je ofiarować. Ona, kobieta z wyższych sfer, mówi do Dawida, że będzie jego służącą. Po śmierci Nabala Abigail staje się jego żoną, a on jej oblubieńcem.

A podobieństwa Dawida do współczesnego człowieka?

– Otóż ludzie czynią zło, bo są źle traktowani. Myślenie Dawida przemieniło się jednak pod wpływem miłości i szacunku. Zobaczył, że to, co wydawało mu się wygraną, będzie porażką, a przegrana okaże się największym zwycięstwem. W odwecie człowiek staje się podobny do tego, kto go skrzywdził. Gdyby tego dokonał, nie różniłby się od tego głupiego Nabala… Zaniechanie odwetu jest dowodem siły, a nie słabości.

Niemniej jednak człowiek skrzywdzony domaga się sprawiedliwości. Tu i teraz.

– W Starym Testamencie domaganie się sprawiedliwości oznaczało domaganie się wymierzenia kary osobie winnej. W Nowym Testamencie Chrystus zmienił znaczenie tego słowa. Dla niego sprawiedliwość równa się usprawiedliwienie. Do dzisiaj pamiętam jedną ze swoich spowiedzi w nowicjacie. Jeden ze starszych ojców, kiedy tylko wymieniałem jakiś swój grzech, z takim wileńskim akcentem mówił: „Łoj, tak troszeczkę to nie szkodzi”. Ja znowu kolejny swój grzech. A ten mnie usprawiedliwiał, mówiąc, że z Chrystusem przezwyciężę każdą słabość. Dla mnie jest to doskonały przykład tego, co dzieje się w konfesjonale, i tego, co znaczy sprawiedliwość w Ewangelii. Według Chrystusa, sprawiedliwość to niewymierzanie kar.

Zachęta dla tych wszystkich, którzy boją się spowiedzi?

– Tak, ale i zachęta dla księży, by zawsze pamiętali, że są w konfesjonale po to, żeby usprawiedliwiać. Pismo Święte mówi o owocu Ducha Świętego; nie o owocach. Ono charakteryzuje się łagodnością czy cierpliwością. My sami z siebie nie możemy nic uczynić. Człowiek idzie do konfesjonału i myśli, jak tu siebie poprawić, sam siebie. Dopóki nie zrozumie, że może stać się szlachetniejszy dzięki działaniu Ducha Świętego, będzie to praktyka starotestamentowa.

Ale usprawiedliwienie nie może oznaczać pobłażliwości dla grzechu.

– Grzech został zniszczony na krzyżu, więc nie ma czemu pobłażać… Tutaj, mówiąc o usprawiedliwieniu, mówimy o osobach, które się oskarżają, które oskarża szatan. Ktoś kiedyś powiedział, że jeżeli człowiek się oskarża, to Pan Bóg go usprawiedliwia, człowieka jednak, który się usprawiedliwia, Pan Bóg oskarża… Oczywiście to oskarżanie też należałoby rozumieć inaczej niż w Starym Testamencie. Po prostu jego własne sumienie powoduje ból.

Jeżeli człowiek uświadomi sobie, że Chrystus wziął na siebie wszystkie świństwa, które popełniłem, to owocem nawrócenia są wdzięczność i radość. Jeżeli ktoś publicznie przyznaje się do twoich win, nie żądając przy tym publicznie, żebyś powiedział, że to ty, to wobec takiej osoby czujemy wdzięczność bez granic.

Nie tylko, że zgładził nasze grzechy, ale że uchronił nas przed wstydem.

– Dokładnie. Grzech zgładził, ale i obronił nasz wizerunek, image! To samo zrobiła Abigail wobec Dawida.

Szukamy w życiu ludzi pełnych wdzięku. Zachwycamy się modelami na pokazach mody, patrzymy na wybory miss. Jednak po chrześcijańsku człowiek pełen wdzięku to ten, kto potrafi dziękować, ma wdzięczność na ustach, bo wie, ile Bogu zawdzięcza.

w:

http://kosciol.wiara.pl/doc/898113.Negocjacje-niekoniecznie-wakacyjne



_____

Wojciech Żmudziński SJ
dyrektor Centrum Arrupe
jest członkiem SChDW



 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 119381 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=