.
  prof. Nalaskowski o gimnazjach
 

 

Nalaskowski: XIX-wieczna szkoła to nie przeżytek

Likwidacja gimnazjów nie rozwiąże problemu przestępczości w szkole - uważa prof. Aleksander Nalaskowski, pedagog twórca i dyrektor niepublicznej szkoły Laboratorium w Toruniu.

Stefczyk.info: Dzisiejsza "Rzeczpospolita" informuje, że szkoła stała się siedliskiem przestępczości. Z czego to wynika? Popełniono jakiś błąd systemowy? Czy to po prostu odzwierciedlenie przemian cywilizacyjnych, na które nie da się wiele poradzić?

Prof. Aleksander Nalaskowski:
Przestępczość ujawniła się głównie w gimnazjach. I dlatego chcemy je teraz rozwiązać. To nie jest dobry pomysł. To jak ucinanie głowy posłańcowi za to, że przynosi złe informacje. Likwidacja gimnazjów jest utożsamiana z likwidacją przestępczości. To błędne założenie.
Druga rzecz jest taka, że przestępczość nie tyle gwałtownie wzrosła, tyle że po tych wszystkich akcjach - jak wsadzanie kubła na głowę nauczycielowi, czy sprawa dziewczynki, która się powiesiła po tym jak była molestowana seksualnie, wśród nauczycieli zniknęły opory przed meldowaniem takich spraw na policję. Dawniej to było jak u Dulskich: zachowajmy to w murach domu. Teraz po prostu nauczyciele boją się odpowiedzialności i idą na policję. Zupełnie słusznie. O wszystkich przypadkach rozboju wandalizmu - meldują niemal natychmiast. Krótko mówiąc mamy do czynienia być może ze wzrostem przestępczości, ale przede wszystkim - ze wzrostem zgłaszanych, ujawnionych przestępstw.  

Tym niemniej niezależnie od tego czy teraz wiemy więcej niż kiedyś, tej przestępczości w szkole jest za dużo...

To prawda. Gdy to zjawisko się ujawniło powstały nawet specjalne  programy - np. program "zero tolerancji". Ja nie mam o nim zbyt dobrego zdania, ale zwracam uwagę, że był to jedyny program tego rodzaju inicjowany przez MEN. Bez względu na to, czy on był zbyt brunatny, amatorski, czy zbyt surowy - ale był.  W zamian za to teraz pojawiła się alternatywa wymyślona przez wolnomyślicieli - aby tolerować, aby zrozumieć przestępcę, a nie karać. Przewaliły się dyskusje przez salony i rozmaite fora, które zupełnie nie brały odpowiedzialności za to co się dzieje w szkołach, tylko biły pianę polityczną.
 A program został "na dzień dobry" wyśmiany - że mundurki, czemu przyklaskiwali nauczyciele, zamiast radykalnie wymagać zarządzenia ministra. Wtedy uznano, że mundurek to jest niemal jak pasiak w Auschwitz. Takie były porównania. Ukuto też hasło: Giertych do wora, wór do jeziora. Powtarzam jestem bardzo umiarkowanym fanem działań ministra Giertycha, ale on przynajmniej stworzył jakiś program.

Teraz słyszymy od pani  minister Szumilas hasło "bezpieczna szkoła". Jest to najgłupsze hasło jakie słyszałem. Szkoła jest albo bezpieczna albo nie. Gdyby to było "likwidujemy niebezpieczeństwo w szkołach" - to bym rozumiał. Hasło "bezpieczna szkoła" brzmi tak samo jak "kobieca kobieta", albo "słodki cukier".
Jest tak głupie, że aż mi wstyd. Ale gdyby było hasło "likwidujemy niebezpieczeństwo" - to by wymagało od MEN jakiegoś programu. A tam jest próżnia doskonała.

Czyli taki program byłby potrzebny?

Jeżeli jakiś koncern samochodowy wypuszcza na rynek nowy alarm, to inny  złodziejski koncern natychmiast go rozpracowuje i wynajduje sposób obchodzenia go. Jeżeli natomiast społeczeństwo generuje  pewne problemy, to to samo społeczeństwo jest w stanie wygenerować środki zaradcze.  Tylko  musi chcieć i być odpowiednio pokierowane. W takim wypadku trzeba by nie znikającej pani minister ale prawdziwego ministra z pomysłami.

Wspomniał pan, że likwidacja gimnazjów nie rozwiązałaby problemu przestępczości w szkołach. Wiele środowisk opowiada się jednak za ich likwidacją, jako, że skupiają  młodzież w trudnym wieku, która nawzajem nakręca się niekoniecznie w dobrym kierunku. I stąd problemy...

Gimnazja rzeczywiście tworzą pewną enklawę młodzieży w trudnym wieku, w którym ona ujawnia pewne skłonności do agresji, do  "tumiwizsizmu", do zepsucia itd. Ale też jest to doskonała zbiorowość, którą by można wychowywać. Mamy młodzież zebraną w takim wieku, który wymaga wychowania, więc trzeba się zabrać za to wychowanie, a nie rozpraszać zło po wszystkich innych stopniach edukacji.

A w jakim stopniu szkoła powinna wychowywać? Kiedyś to się wydawało oczywiste, dziś już chyba nie jest...

W takim stopniu w jakim zechce.

Czy nauczyciele są przygotowani do wychowywania swoich uczniów? Czy tylko do przekazywania wiedzy?

Wychowanie polega na przekazywaniu  wartości, które graniczą z przyzwoitością. Wiec jeżeli nauczyciel chce - znajdzie środki, by taką przyzwoitość przekazać. Jeżeli nie będzie tchórzem, ani jedynie dorosłym gimnazjalistą.

Czy z pana obserwacji wynika, że bardziej sprawdza się tradycyjny model szkoły oparty na relacji mistrz - uczeń, czy ten tzw. "nowoczesny", amerykański?

Szkoła dziewiętnastowieczna jeszcze się nie zużyła. Jest to nadal jeszcze bardzo efektywny model. Jest to szkoła, która dała nam Einsteina, Gombrowicza, Mickiewicza, która dala nam wszystkich obecnych profesorów. Zmiana modelu tej szkoły to jest zmiana na gorsze. Jeżeli coś się nie zużyło i jest nadal aktualne nie należy tego zmieniać.

A gdyby pan miał powiedzieć, co należałoby w pierwszej kolejności zmienić w polskiej szkole? Żeby jednak poprawić jej poziom?

Pierwszym  krokiem powinno być zinwentaryzowanie stanu szkoły, na ile szkoła wywiązuje się ze swoich zadań. Czyli nareszcie musimy rzetelnie stwierdzić ile uczniowie wiedzą, jakie maja ambicje i jakie są rzeczywiste problemy wychowawcze, jakie są rzeczywiste problemy nauczycieli. Trzeba je nazwać po imieniu.  Wówczas stworzylibyśmy punkt wyjścia. Moglibyśmy powiedzieć, że taki jest obraz szkoły i coś z tym można zrobić. Natomiast w niezinwentaryzowanej szkole oddanej w pakt bezhołowiu, nie jesteśmy w stanie wykonać żadnego pozytywnego działania.

not. ansa

w: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/xix-wieczna-szkola-to-nie-przezytek

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 117739 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=