.
  Akceptujcie porażki, czyli mój pedagogiczny sprzeciw
 

Akceptujcie porażki, czyli mój pedagogiczny sprzeciw

Wojciech Orliński
13.11.2014

Rodzice często marzą o cudownym dziecku. Zaczytują się w poradach typu "Jak wychować geniusza". Zżymają się na szkołę za to, że nie chce ona rozwijać talentów ich milusińskich, zamiast tego zmuszając ich do realizacji programu.

Nie zgadzam się z takim podejściem. Uważam je za błąd wychowawczy o potencjalnie katastrofalnych skutkach. Po przeczytaniu wywiadu Aleksandry Szyłło z Marzeną Żylińską "Niszczarka marzeń" nie wytrzymałem i postanowiłem eksplodować osobistym protestem.

Konsekwentnie ignorujemy fakt, że nasze dzieci w szkole się nudzą i są nieszczęśliwe. To barbarzyństwo! Niszczarka marzeń



Inni rodzice mogą mnie wysłuchać albo i nie wysłuchać, wszystko jedno, ale muszę to napisać. Dajcie spokój z takimi marzeniami!

Cóż to za przykłady się pojawiają w tym wywiadzie - Einstein, Picasso, Puccini, Edison, Lennon, Cézanne. I ta okrutna szkoła, która zabija w dziecku naturalną kreatywność. Gdyby nie ona, wszyscy by tylko wynajdywali żarówki i odkrywali teorie względności, w wolnych chwilach od komponowania "Madame Butterfly".

Szanowni rodzice, osobników wybitnych z natury rzeczy jest mniejszość. Osobników wybitnych klasy Einsteina czy Pucciniego - mniejszość zaniedbywalna.

Może się wam wydawać, że wasze dziecko jest cudownie uzdolnione, bo samo się nauczyło czytać, pisać i liczyć, albo tak ślicznie śpiewa, albo robi takie wspaniałe miny, że na pewno zostanie aktorem - ale zostawmy to wszystko w świecie zabawy i fantazji. W praktyce dorosłość jest jednym wielkim wyrównywaczem.

W dorosłym życiu nie ma najmniejszego znaczenia, czy ktoś był cudownym dzieckiem, czy raczej leniwym nieukiem. Proszę choćby spojrzeć na autorów niniejszego numeru "Dużego Formatu" - część z nich miała w szkole same piątki, część uważano za nieuków i tępaków. Ciekawe, czy będą państwo w stanie odgadnąć, kto był kim 20 czy 30 lat temu.

W dorosłym życiu najgorsze jest to, że kreatywność czy naturalna ciekawość świata nie na wiele się zdaje. Nim Edison zyskał sławę wynalazcy żarówki, wykonał około trzech tysięcy nieudanych eksperymentów z różnymi włóknami i różnymi konstrukcjami bańki.

Nim Einstein sformułował teorię względności, musiał się przegryźć przez zawiłe i nudne fachowe publikacje, których autorzy szukali matematycznego wyjaśnienia eksperymentu Michelsona-Morleya. Musiał zrozumieć ich interpretacje, żeby na ich podstawie skonstruować własne. Ale nieprzypadkowo kluczowe elementy teorii Einsteina noszą nazwiska Lorentza, Fitzgeralda, Poincarégo i Minkowskiego.

Innymi słowy, żeby w ogóle Einstein mógł ogłosić, że E=mc2, mnóstwo naukowców musiało odwalić kawał roboty. Która wcale nie była mniej istotna, po prostu była mniej spektakularna. Bez nich Einstein byłby sobie dalej niczym niewyróżniającym się, skromnym urzędnikiem patentowym.

Testowanie trzech tysięcy różnych prototypów żarówki albo układanie w spójną całość prac Michelsona, Morleya, Poincarégo, Lorentza, Fitzgeralda i Minkowskiego, to już nie jest dziecięca zabawa w małego geniusza. To jest mnóstwo żmudnej roboty, podczas której człowiek wielokrotnie ma ochotę rzucić to wszystko w diabły.

Żeby to przetrwać, nie wystarczy być "geniuszem". Potrzebna jest odporność psychiczna - w tym odporność na nudę i na rutynę. Potrzebna jest umiejętność pracy w zespole i słuchania autorytetów (jakim dla Einsteina był Hermann Minkowski, który pomógł mu zrozumieć jego własną teorię).

Drodzy rodzice - jeśli wasze dziecko ma jakiś fundamentalny problem z nudą szkolnej nauki, jak ma przetrwać dorosłość? W niej przecież już nie ma plusika na zachętę ani szóstki za aktywność.

W niej liczy się już przede wszystkim to, co w szkole symulowane jest przez nudne zadania czy prace domowe. Nikogo to już nie obchodzi, czy jesteś zdolny i czy się starasz. Ważne, czy potrafisz dostarczyć na czas to, czego oczekują klienci albo pracodawca.

W dorosłym życiu kluczem do sukcesu jest, paradoksalnie, akceptacja porażki. Edison by nie przeszedł do historii, gdyby eksperymenty z żarówką porzucił za setnym czy pięćsetnym niepowodzeniem.

Dlatego i jako rodzic, i jako pedagog (od czasu do czasu znęcam się nad różnymi rocznikami studentów, w tym roku będą to studenci dziennikarstwa na Collegium Civitas) staram się przekazać młodzieży prostą zasadę życiową. Akceptujcie porażki.

Nie dajcie sobie wmówić, że "czwórka to zły stopień", a "drugie miejsce to też przegrana". Nie każdy może być primadonną. Nie każdy powinien być.

Także ten, kto gra w orkiestrze drugie skrzypce, może żyć szczęśliwym życiem. A przecież tylko to się liczy.

w: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,141518,16952310,Akceptujcie_porazki_czyli_moj_pedagogiczny_sprzeciw.html
 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 141697 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=