.
  zabawy na podwórku
 

Sceny seksu w spektaklu! Katechetka wyprowadziła młodzież z teatru

...

Piotr Zapotoczny 2012-11-02, ostatnia aktualizacja 2012-11-02 09:17:48.0

- Gdy widzowie wstawali z krzeseł, myśleliśmy, że zarządzono ewakuację - opowiadają opolscy aktorzy. Okazało się, że katechetkę tak zbulwersowała sztuka, że uznała, iż młodzież trzeba przed nią ratować

Ze spektaklem "Zabawy na podwórku" opolski Teatr im. Jana Kochanowskiego jeździ po Polsce w ramach edukacyjnego projektu Ministerstwa Kultury "Teraz Polska".

To oparta na faktach historia 14-letniej dziewczyny brutalnie zgwałconej przez czterech starszych kolegów z podwórka. W ponadgodzinny spektakl wplecione są wulgaryzmy, szowinistyczne dowcipy i prymitywne żarty. Aktorzy - grający młodych ludzi w okresie dojrzewania - palą i piją na scenie.

- Wierząc w siłę oddziaływania teatru, postanowiliśmy stawić czoło tak ważnym problemom, jakimi są seksualność młodzieży, uzależnienia, wpływ środowiska i potrzeba akceptacji, które w opowiedzianej przez nas historii prowadzą do gwałtu - tłumaczy reżyser Robert Zawadzki. Przy pracy nad tą sztuką brała też udział młodzież, która pomagała w układaniu dialogów tak, by wiernie odzwierciedlały relacje między nastolatkami.

Pedagog Katarzyna Juranek-Mazurczak, która jeździ z zespołem teatralnym i inicjuje po przedstawieniu dyskusje, podkreśla, że zostało ono poddane dyskusji publicznej i otrzymało akredytację psychologów, policji, urzędu wojewódzkiego, by w końcu zakwalifikować się do ministerialnego projektu, który ma za zadanie promocję teatru wśród mieszkańców mniejszych miejscowości.

Mieliśmy wrażenie, że bierzemy w tym udział

W miniony poniedziałek opolski teatr zawitał do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie wystąpił przed miejscowymi gimnazjalistami. - Z poczuciem misji zabiegałem, aby przywieźć teatr do mojego rodzinnego miasta, w którym niełatwo o kontakt z aktorami na żywo. Udało się, zagraliśmy i... zgorszyliśmy katechetkę, która wydała młodym ludziom nakaz opuszczenia widowni w połowie spektaklu - oświadczył reżyser.

- Gdy zauważyliśmy, że duża cześć widowni wstaje z krzeseł, nie wiedzieliśmy o co chodzi. Może coś się pali i zarządzono ewakuację? Mimo zaskoczenia i niepokoju postanowiliśmy nie przerywać przedstawienia i grać dalej - opowiada aktor Przemysław Czernik.

Wkrótce jednak połowa sali świeciła pustką. Bo opuściła ją młodzież z jednej ze szkół ponaglana głośnym "wychodzimy" przez katechetkę, do której przyłączyły się wkrótce pozostałe nauczycielki.

- Mimo iż otrzymały wcześniej opis i informacje o tym, jak przebiega spektakl, nie były przygotowane do jego odbioru. Swoją decyzją odebrały młodzieży możliwość rozmowy o przedstawieniu, podzielenia się z aktorami swoimi emocjami i problemami - komentuje pani pedagog.

Renata Sroka, dyrektorka Gimnazjum nr 1 w Ostrowie Wielkopolskim, w oświadczeniu tłumaczy decyzję o wyjściu z przedstawienia: "Sceny były tak realistyczne, a gra aktorska tak przekonująca, iż mieliśmy wrażenie, że bierzemy udział w tych scenach. Uczniowie klas pierwszych byli wyraźnie zawstydzeni i zażenowani. Nauczycielki zaczęły podchodzić do mnie w czasie trwania sztuki i zgłaszać wątpliwości. Rozmawiałyśmy z panią, która była moderatorem spotkania, i potwierdziła, że na koniec sztuki, wprawdzie w półmroku, ale będzie scena gwałtu. Uznaliśmy, że nasi uczniowie, choć byli dobrze przygotowani do tego tematu, to jednak nie do przekazania go w takiej formie".

Reżyser jest zdumiony. - Chciałbym zapytać panią dyrektor, czy po przeczytaniu materiałów informacyjnych miała świadomość, że sztuka podejmuje problem przemocy seksualnej wśród młodzieży, a nie jest inscenizacją przygód Muminków? Ostatnia scena spektaklu, czyli wspomniany gwałt, jest teatralnym znakiem, który ma spuentować historię. O wiele ważniejsze dla nas było to, co do niego prowadzi, niż to, aby nim epatować czy szokować. Spektakl ma wzbudzać emocje, bo tylko wtedy jesteśmy gotowi do szczerych rozmów. Ma być narzędziem i językiem, którym opowiemy o przekraczaniu granic, dzielących od tragedii - komentuje Zawadzki.

Młodzież dojrzalsza od nauczycielek

- W jaki sposób młodzież ma się odnaleźć w sytuacjach życiowych, jeśli odbiera się jej możliwość rozmowy o tym, co ich otacza - pyta Katarzyna Juranek-Mazurczak. - Ten spektakl nie miał być lekcją savoir vivre'u, tylko pokazaniem im życia. Chcemy, by młodzi popatrzyli na siebie przez pryzmat naszego spektaklu, dlatego podejmujemy z nimi dyskusję po każdym przedstawieniu, gdzie by nie było grane - dodaje.

Co ciekawe, po wyjściu z sali nauczycielki poleciły gimnazjalistom, by poszli do domu, pozostawiając ich bez żadnych komentarzy czy wyjaśnień. Ale uczniowie wrócili, a po spektaklu poszli do opolskich aktorów i przepraszali za zachowanie nauczycieli. Napisali też list do teatru, ubolewając nad tym, jak z nimi postąpiono. - Jak się okazało, młodzież potrafiła udowodnić, że jest bardziej dojrzała niż nauczyciele - kwituje aktor Przemysław Czernik.

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 128422 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=