.
  Demografia 2013
 

 

 

 

Prognozy demograficzne dla Polski są fatalne. Według analiz ONZ pod koniec wieku nasz kraj ma mieć tylko 16 mln mieszkańców. Z badań przygotowanych dla ZUS wynika, że w 2060 r. liczba ludności w Polsce spadnie aż o blisko 8 mln - z obecnych 38,3 mln do 30. Wtedy na 1000 pracujących przypadać ma prawie 700 emerytów. Obecnie jest ich 270. Co to może oznaczać, nie trzeba tłumaczyć. A z GUS-owskiej prognozy na lata 2015-2035 wynika, że liczba zgonów dramatycznie przewyższy liczbę urodzeń.

Czy one, gdy dorosną, też będą chciały wyjechać?

Kraków w 2030 r. ma liczyć 671 tys. mieszkańców, czyli o prawie 90 tys. mniej niż obecnie. Tarnów ma stopnieć o 10 tys. W Małopolsce wszędzie jest więcej kobiet niż mężczyzn. Poza powiatem limanowskim. - Nie ma dziś ważniejszej rzeczy niż demografia - podkreśla prof. Krzysztof Rybiński, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Czekam na takiego premiera, który zacznie expose od przedstawienia konkretnych pomysłów, które mogłyby odwrócić zapaść demograficzną. Również prof. Józef Pociecha, wybitny demograf, statystyk, kierownik Katedry Statystyki Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, demografię uznaje za główne zagrożenie dla rozwoju Polski. Jednocześnie nie uważa za rzecz przesądzoną, czy rzeczywiście czeka nas otchłań demograficzna. Dr Stanisław Kluza z Instytutu Statystyki i Demografii SGH radzi nam się nie łudzić: - Za dwadzieścia kilka lat będziemy zbierali konsekwencje bardzo niskiego poziomu urodzeń przez całe lata. Według "Prognozy ludności dla powiatów Małopolski na lata 2010-2020", którą na zlecenie Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego przygotował zespół ekspertów z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie pod kierownictwem prof. Jolanty Kurkiewicz, Kraków w 2030 r. ma liczyć 671 tys. mieszkańców, czyli o prawie 90 tys. mniej niż obecnie. O około 10 tys. (z obecnych 118 do 108 tys.) stopnieć ma za 17 lat Tarnów. Nieznacznie natomiast ubędzie ludności Nowemu Sączowi - z 86 do 84 tys. Monika Wałaszek z Małopolskiego Ośrodka Badań Regionalnych przy Urzędzie Statystycznym w Krakowie podaje, że w roku 2035 jedna czwarta ludności województwa małopolskiego i Krakowa będzie w wieku poprodukcyjnym. Prof. Pociecha przekonuje, że na długoterminowe prognozy demograficzne należy patrzeć z pewnego dystansu. Zwraca uwagę, że wpływ na sytuację demograficzną ma wiele czynników, a niektóre potrafią zmieniać się jak w kalejdoskopie. - Trzy jednak są najważniejsze - mówi prof. Pociecha. Po pierwsze - kluczem jest gospodarka. Po drugie - liczba urodzeń, czyli dzietność kobiet. Po trzecie - jeszcze istotniejsze są migracje. - W Polsce również migracje mają większy wpływ na sytuację demograficzną niż urodzenia. Co z tego, że dużo dzieci się urodzi, skoro jeszcze więcej Polaków wyjedzie z kraju - twierdzi prof. Józef Pociecha. W końcu 2012 r. za granicą przebywało 2,13 mln Polaków. To o 130 tys. więcej niż w roku 2010. Teoretycznie możemy przygarniać obcokrajowców, w dodatku dobrze wykształconych. W praktyce taki scenariusz będzie możliwy na masową skalę tylko wtedy, gdy Polska będzie atrakcyjnym rynkiem pracy dla przedsiębiorczych, inteligentnych cudzoziemców, zwłaszcza Ukraińców, Białorusinów, Rosjan. Na razie tak nie jest. Prof. Pociecha zwraca uwagę na pewien paradoks. Z jednej strony, w Polsce rodzi się mało dzieci, z drugiej - bezrobocie wśród młodych jest wysokie. Przestrzega jednak przed bagatelizowaniem sprawy dzietności. Nie licząc okresów wielkich wojen, potopów, epidemii, nigdy w czasach pokoju Polska nie wyludniła się w tak znaczący sposób jak przez ostatnie dwie dekady. - Nigdy tak mało dzieci nie rodziło się w dziejach Polski, jak to ma miejsce w III RP - mówi. - Dzietność Polek jest od lat na bardzo niskim poziomie, wynoszącym 1,2-1,3 dziecka (pod tym względem Polska zajmuje 214. miejsce na 224 kraje). By doprowadzić do zastępowalności pokoleń, na matkę powinno przypadać 2,1 dziecka.

Na koniec pierwszego półrocza 2013 r. w Krakowie mieszkało blisko 759 tys. osób, czyli niemal 23 proc. ludności Małopolski (3 mln 354 tys.) - informuje nas Monika Wałaszek. Od kilku lat Kraków jest drugim pod względem liczby ludności miastem w Polsce. Już wyraźnie wyprzedza Łódź, liczącą obecnie 717 tys. (w 1815 r. Łódź miała 510 mieszkańców, sto lat później 600 tys., a w 1984 r. - 845 tys.). K raków jest obok Warszawy jedynym dużym miastem, któremu w ciągu ostatniego ćwierćwiecza przybywa ludności. Jednak nie wynika to z faktu, że stolica Małopolski pęcznieje, bo tak nie jest. W 1988 r. liczyła 747 tys. W 2002 r. - 757,5 tys. W 2011 r. - 759,2 tys. mieszkańców, czyli więcej niż dzisiaj. Warszawa ma o prawie milion mieszkańców więcej. Saldo migracji, czyli różnica między osobami, które wprowadziły się do Krakowa, a tymi, które go opuściły (między czerwcem 2011 a czerwcem 2013 r.), jest na niewielkim plusie. Małopolska pod względem liczby ludności wolno, ale rośnie (o 8 tys. między połową 2011 a połową 2013 r.). Małopolan jest o 100 tys. mniej niż Małopolanek. W Krakowie różnica wynosi 50 tys. na korzyść pań. Powiat lima-nowski jest jedynym w Małopolsce, w którym kobiet jest mniej niż mężczyzn (różnica w połowie tego roku wynosiła 268). wlodzimierz.knap@dziennik.krakow.pl

Czytaj więcej: http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3279262,demografia-nas-zrujnuje,2,id,t,sa.html

 

 

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 173060 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=