.
  Agnieszka Kozłowska-Rajewicz: Dość już gender histerii
 

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz: Dość już gender histerii [WYWIAD]

Data dodania: 2014-02-03

Michał Kopiński



 

Rozmowa z Agnieszką Kozłowską-Rajewicz, minister ds. równego traktowania. "Głównym wrogiem gender jest rodzina . I dlatego zawsze będę zwalczał ideologię gender jako szkodliwą". Kto to powiedział? Mam kilku kandydatów. Ksiądz Oko chyba nie, bo to za mało wyraziste i soczyste. Ale to mógł być jakiś biskup albo proboszcz. Prof. Lew-Starowicz też mógł tak powiedzieć... Albo któryś z moich prawicowych kolegów...

Ciepło, ciepło, Gorąco.
Poseł Stefan Niesiołowski?

Dokładnie. Pani kolega z PO.
Mógł tak powiedzieć, bo nie dokończyliśmy naszej rozmowy o gender. Myślę, że jak porozmawiamy, przestanie mówić takie rzeczy. Wiedza, którą ma o gender prawdopodobnie pochodzi z kręgów kościelnych, więc obraz jest mocno skrzywiony.

Na czym to skrzywienie polega?
W Polsce zostało wykreowane nowe pojęcie: ideologia gender. W praktyce nic takiego nie istnieje - za tym pojęciem nic nie stoi, to puste słowa. Ksiądz Dariusz Oko, który od miesięcy objeżdża Polskę z wykładami o "ideologii gender", pytany u Moniki Olejnik nie potrafił wskazać żadnej osoby ani instytucji, która stałaby za tą straszną, antyrodzinną krucjatą. Ta ideologia, "gorsza od nazizmu i marksizmu" nie ma żadnego lidera ani wykonawców. Ja też nie znam ani jednej osoby, ani instytucji w Polsce, która jest przeciwko rodzinie, chce seksualizować dzieci, uczyć je masturbacji, zmieniać im płeć itp. Nie ma takich rzeczy w żadnym programie partii, instytucji czy szkoły, podobnie jak nie ma żadnej "ideologii gender".

W głowach wielu osób gender jest właśnie ideologią.
Tak się składa, że ten termin pojawia się wśród osób związanych z oficjalnym nurtem Kościoła katolickiego w Polsce. Ale tylko grupy, głównie hierarchów, bo zwykli proboszczowie nie mają problemu z tym pojęciem, dominikanie nie mają problemu, środowisko "Tygodnika Powszechnego" też nie ma problemu. Piewcy "ideologii gender" przyklejają do tych dwóch słów wszystko, co im się źle kojarzy: niszczenie rodziny, seksualizację dzieci, promocję homoseksualizmu, feminizm, kwestionowanie płci i ról płciowych, pedofilię. Mieszają zjawiska patologiczne z normalnymi przejawami życia i polityką równości, naznaczając je negatywnie. To bardzo niebezpieczne zachowanie i skądś nam znane. Kościół wyczuwa zagrożenie w bezideowym, bezreligijnym życiu, które w Europie jest coraz częstsze, i stara się przed nim przestrzec posługując się pojęciem gender.

Takie bezreligijne podejście do życia jest też coraz popularniejsze w Polsce. Wystarczy spojrzeć na 30-latków żyjących w dużych miastach.
Zgadzam się. I Kościół ten nowy styl życia, który jest dla niego zagrożeniem, też podciąga pod gender. Paradoks polega jednak na tym, że im więcej wykładów księdza Oko, tym więcej niedorzecznych słów i tym więcej ludzi się od Kościoła odwraca. Dotyczy to nawet tych, którzy uważają się za przyjaciół Kościoła, a szczególnie tych, którzy są na granicy - jedną nogą w Kościele, drugą poza nim. Ci po wystąpieniach ks. Oko i jemu podobnych natychmiast tę pierwszą nogę z Kościoła zabierają. To bardzo niebezpieczne, bo naród bez religii, to słaby naród.

Ksiądz Dariusz Oko z pewnością się wzruszy, jeśli dojdą do niego Pani słowa - minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz zatroskana o kondycję Kościoła...
Jestem zatroskana o Polskę. I martwi mnie to, że niektórzy hierarchowie pozwalają sobie na stwierdzenia, iż równouprawnienie jest gorsze od Holocaustu. To nie służy ani Kościołowi, ani Polsce.


 



 



 

Gender w Pani rozumieniu to nie ideologia. Więc co?
Polityka równościowa. I to jest jedyne sensowne rozumienie. Niestety, gender pojmowane w ten sposób nie przebija się do świadomości Polaków. Nie rozmawiamy o tym, jak wprowadzać w życie konstytucyjną zasadę równości kobiet i mężczyzn - rozmawiamy o tym, co kto powiedział i dlaczego skłamał. Bez sensu!

A o czym przede wszystkim powinniśmy rozmawiać?
Na przykład o tym, jak zlikwidować lukę płacową (gender pay gap) - różnicę między zarobkami kobiet i mężczyzn.

Wie Pan, że w Polsce przeciętnie kobieta zarabia miesięcznie o 700 zł mniej niż mężczyzna? Albo o tym, jak włączyć zasadę równości kobiet i mężczyzn do głównego nurtu polityki (gender mainstreaming). Cokolwiek robimy w ministerstwach pracy, sportu, gospodarki itd., to powinniśmy pamiętać o zasadzie równości. Nie możemy tworzyć ustaw, uchwał, czy zarządzeń, w których doszłoby do złamania tej zasady. To byłoby sprzeczne z Konstytucją i Traktatem Europejskim. W końcu, powinniśmy rozmawiać o tym, jak przeciwdziałać przemocy ze względu na płeć (gender based violen-ce). To ogromny problem w skali całego świata. Czytał Pan ostatnie relacje z Indii?

O kobiecie, której nie było stać na zapłacenie grzywny?
Tak. Ponieważ nie miała pieniędzy, rada wsi zamieniła jej tę karę na inną - na zbiorowy gwałt. I radni wyrok wykonali - zgwałcili ją. Gender dotyczy też przemocy wobec kobiet.

Jest Pani za gender rozumianym zupełnie inaczej, niż przedstawiają to ks. Oko i poseł Niesiołowski, ale w tym całym zamieszaniu takie - przepraszam za to stwierdzenie - niuanse giną i do ludzi idzie komunikat: Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, bojowniczka gender. Nie boi się Pani, że stanie się wkrótce ciężarem dla odcinającej się od wszelkich skrajności Platformy?
Ale to nie są niuanse! Powtarzam: Tylko w Polsce ze słowem gender kojarzą się takie rzeczy, jak przebieranie chłopców w sukienki. A co do Platformy - nie słyszałam nigdy od koleżanek i kolegów, że kogoś od partii odstraszam. Słyszałam jedynie, że niektórzy uważają, iż to ja jestem odpowiedzialna za konflikty wokół in vitro czy związków partnerskich, że ja te polityczne problemy tworzę.

A tworzy Pani?
Skąd, nie mam takiej mocy (śmiech)... Mogę tylko nimi zarządzać. Nie ja wymyśliłam "ideologię gender". Nie poszłam na żadną wojnę z Kościołem. Może nie jestem fundamentalistką katolicką, ale czuję się częścią Kościoła.

Rozwód w tym Pani nie przeszkodził?
Nie. Jeżeli chodzi o takie decyzje, to zawsze trzeba ważyć zło i dobro. I wszystkie moje decyzje były uczciwe pod tym względem.

Chodzi Pani do kościoła?
Nie co niedziela, ale chodzę. Do dominikanów - w Poznaniu i w Warszawie.

Tomasz Terlikowski z "Frondy" nazywa takie osoby postkatolikami. Czuje się Pani postkatoliczką?
Jeżeli chodzenie raz w miesiącu do kościoła jest postka-tolicyzmem, to uprawia go naprawdę spora grupa Polaków. Są oczywiście okresy, kiedy jestem w kościele bardzo często - na mszach za ojczyznę, towarzyszących uroczystościom państwowym i regionalnym.

 


 


 

Na takie chodził nawet Aleksander Kwaśniewski.
Dlatego tych mszy nie zaliczam do swojego prywatnego chodzenia do kościoła, chociaż bardzo je lubię, bo mają piękną, uroczystą oprawę.

Cezary Michalski z "Krytyki politycznej" nazwał Panią ostatnio "aniołem etycznym Platformy". Nowa lewica jest Panią zauroczona, choć jeszcze kilka lat temu uchodziła Pani za konserwatystkę. Co się zmieniło?
Nawet jeśli faktycznie uchodziłam kiedyś za konserwatystkę, nigdy nią nie byłam.
 

Mógł Pan odnieść takie wrażenie, bo w niektórych sprawach miałam - i mam nadal - konserwatywne poglądy.

W jakich na przykład?
Jestem przeciwniczką aborcji - uważam, że aborcja jest złem. W ocenie moralnej niektórych zjawisk zgadzam się z wieloma kolegami z konserwatywnego skrzydła PO, zgadzałam się z moim byłym już kolegą Gowinem. Różnimy się co do wniosków politycznych, co z tą oceną zrobić - ja uważam, że państwo jest dla wszystkich obywateli i nie można swoich prywatnych przekonań narzucać innym ustawą.

Czyli obecna ustawa nie powinna być zmieniana?
Ten kompromis, zawarty ponad 20 lat temu, jest uczciwy. Chciałabym tylko, żeby ustawa była traktowana serio. I żeby kobiety, które mają według niej prawo usunąć ciążę (chodzi o ciąże powstałe w wyniku gwałtu i ciężkie uszkodzenia płodu), miały to prawo nie tylko na papierze, ale i w praktyce.

Dlaczego złożyła Pani skargę do komisji etyki poselskiej na posła Twojego Ruchu Marka Domarackiego?
Pisząc na facebooku, że "wolałby bzyknąć kozę niż Krystynę Pawłowicz", poseł zachował się po prostu chamsko. To poziom rynsztoka.

Ta obrona posłanki PiS nie jest trochę pod publiczkę? Domaracki już wcześniej wpis usunął. Po co ten wniosek?
Taki język jest niedopuszczalny. Poseł nie ma prawa używać takich sformułowań.

Złożyłaby Pani podobny wniosek, gdyby jakaś posłanka powiedziała: "Wolałabym bzyknąć goryla niż Stefana Niesiołowskiego"?
Gdyby tak powiedziała - tak. Zresztą składałam wcześniej wnioski o ukaranie Krystyny Pawłowicz, za jej homofobiczne i transfobiczne wypowiedzi kierowane m.in. do Anny Grodzkiej.

Półtora roku temu mówiło się o Pani starcie w wyborach na prezydenta Poznania. Sprawa przycichła - dlaczego?
Wewnątrz Platformy nie ma klimatu na to, żebym była kandydatką na prezydenta Poznania. Bardziej naturalne byłoby, gdybym wystartowała do europarlamentu.

Podjęła już Pani decyzję o kandydowaniu?
Decyzja jeszcze nie zapadła, nie rozmawiałam na ten temat z premierem.

Wystartuje Pani, jeżeli dostanie miejsce w pierwszej trójce wielkopolskiej listy?
Sidonia Jędrzejewska, która świetnie reprezentuje Wielkopolskę w PE, postanowiła nie startować. W tej sytuacji myślę o starcie, ale decyzja o kształcie listy leży w rękach kierownictwa PO.


w:

http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3318778,agnieszka-kozlowskarajewicz-dosc-juz-gender-histerii-wywiad,id,t.html




 

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 173170 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=