.
  Co kryje się za wojną przeciw religii
 
Dale O‘Leary

Co kryje się za wojną przeciw religii

Data publikacji: 2013-05-24 17:00
Data aktualizacji: 2013-05-24 17:57:00
Co kryje się za wojną przeciw religii
Fot. W. Grzędziński/Forum

 

Wojna z religią toczy się od lat. Prowadzona jest przez luźną koalicję bojowników o prawa seksualne, radykalnych feministek, fanatycznych ekologów - zwolenników kontroli populacji i aktywistów LGBTQ (gay, lesbian, bisexual, transgendered, and queer – tzw. gejów, lesbijek, biseksualistów, transseksualistów i queer) - czyli Seksualnej Lewicy.

 

 

Choć każda z grup ma swoją własną agendę, łączy ich wspólny cel ostateczny - absolutna wolność seksualna - więcej seksu, mniej dzieci. Chcą zachęcać każdego, by szukał przyjemności seksualnej w dowolny sposób, samotnie lub z innymi, niezależnie od płci, liczby, wieku, statusu, preferencji partnerów. Obejmuje to także prostytucję oraz całkowitą wolność dla biznesu erotycznego, pod jednym warunkiem - zgody osób biorących w tym udział, wszystko to bez strachu, wstydu czy dezaprobaty publicznej. Ponieważ całkowita wolność seksualna wiedzie do rozprzestrzeniania się chorób wenerycznych, nieplanowanych ciąż i pozamałżeńskich dzieci, konieczna jest powszechna dostępność darmowej lub bardzo taniej dla użytkowników antykoncepcji, aborcji i środków leczących choroby weneryczne i AIDS.

 

Aby zapewnić zmiany w postawach, potrzebne do zabezpieczenia ich celów i ukryć negatywne konsekwencje swej agendy, Seksualna Lewica nalega, by wszystkie dzieci, począwszy od pierwszego roku w szkole poddać tzw. wszechstronnej edukacji seksualnej, promującej eksperymenty seksualne, masturbację i agendę  LGBTQ. Edukacja seksualna uczy dzieci, w jaki sposób posługiwać się prezerwatywami, antykoncepcją, pigułką „dzień po” i aborcją. Oni domagają się również, by pozbawić rodziców możliwości wycofania dzieci z udziału w tych programach, a nawet informacji o treści materiałów i prezentacji. Pełen zakres tego, co Seksualna Lewica ma na myśli mówiąc o edukacji seksualnej można znaleźć w dokumencie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), zawierającej wytyczne na ten temat[1].

 

Trzeba podkreślić, że tzw. wszechstronna edukacja seksualna nie jest wcale wszechstronna, ponieważ ignoruje lub przeinacza wagę czystości przedmałżeńskiej, wierności w małżeństwie. Zaprzecza też faktowi, że zaburzeniom tożsamości płciowej i powstawaniu skłonności homoseksualnych można zapobiegać, że możliwa jest zmiana orientacji seksualnej. Przemilcza zagrożenia zdrowotne - realne ryzyko chorób, bezpłodności, problemów psychologicznych i społecznych, będących konsekwencją promiskuityzmu seksualnego i aborcji.

 

Seksualna Lewica domaga się, by regulacje prawne podważające absolutną wolność seksualną zostały odwołane lub zostały uznane za gwałcące nowo wynalezione „prawa reprodukcyjne i seksualne”.  Aby to osiągnąć, rewolucjoniści seksualni rekrutują media, stowarzyszenia profesjonalistów, biurokrację Narodów Zjednoczonych oraz przywódców politycznych, którzy mogą (ale nie muszą) być świadomi ich ostatecznych celów.

 

 

Korzenie filozoficzne

 

 

Ważne jest, by zrozumieć, że fundamentalni Lewicowcy Seksualni nie są liberałami; odrzucili tradycyjne, liberalne przywiązanie do tolerancji. Ideologicznie zakorzenieni są w myśli Karola Marksa. Aby zrozumieć ich taktykę, należy powrócić do oryginalnych założeń Marksa, czyli spostrzegania historii jako historii walki klas, odwiecznego konfliktu między prześladowcą i prześladowanym. Celem rewolucji marksistowskiej jest obalenie prześladowców i przejęcie absolutnej władzy przez prześladowanych.  Aby to osiągnąć, prześladowani muszą spostrzec, że są ofiarami prześladowań. Według światopoglądu marksistowskiego, prześladowcy nie mają żadnych praw, wszystkie prawa przysługują prześladowanym. Nie ma tolerancji dla tych, którzy zostają zidentyfikowani jako prześladowcy, a to obejmuje np. wszystkich ludzi wiary, odrzucających agendę Seksualnej Lewicy. Marksistowscy radykałowie mówią o zróżnicowaniu i multikulturowości, lecz to tylko zabieg taktyczny. Jedyną różnorodnością, jaką szanują jest zróżnicowanie w ramach ich własnej koalicji. Aby ukryć własną nietolerancję, nieustannie obrzucają przeciwników wyzwiskami, nadają opozycji etykiety bigotów, rasistów, seksistów, homofobów i ostatnio - transfobów.

 

Radykalny feminizm nie powinien być mylony ze zwykłym umiarkowanym feminizmem, który domaga się wyeliminowania ograniczeń praw kobiet i ich profesjonalnych aspiracji. Radykalny feminizm stosuje marksistowską wizję walki klas w definiowaniu relacji między mężczyznami i kobietami. Według teorii radykalnego feminizmu, pierwsza walka klas rozgrywa się między mężczyznami a kobietami. Mężczyźni wykorzystywali fakt, że tylko kobiety mogą zajść w ciążę,  by uciskać kobiety.  Dlatego tylko kiedy kobiety i mężczyźni mogą współżyć seksualnie bez lęku przed ciążą, następuje prawdziwe wyzwolenie kobiet. Macierzyństwo jest wrogiem wyzwolenia, a antykoncepcja i aborcja są kluczowe dla powodzenia rewolucji[2]. A ponieważ mężczyźni są wrogiem klasowym, lesbianizm jest wyrazem politycznej solidarności[3].

 

Marksistów nigdy nie zniechęcił ból sprawiany przez ich rewolucję „ofiarom”, które rościli sobie prawo „wyzwalać”. Radykalne feministki zdają sobie sprawę z cierpienia, jakie sprawiła ich walka - psychologiczne cierpienie będące skutkiem aborcji, promiskuityzmu, plaga chorób wenerycznych, ciężar samotnego macierzyństwa. Wykorzystują jednak to cierpienie do dalszej wiktimizacji kobiet i forsowania swej agendy.

Aktywiści  LGBTQ także wykorzystują teorię marksistowską by uzyskać status mniejszości seksualnych (ofiar prześladowań) i domagać się specjalnych przywilejów i ochrony. Aby zrozumieć zasięg ich żądań wystarczy przejrzeć Zasady  Yogyakarta[4]. W roku 2006 reprezentanci pozarządowych organizacji samozwańczych ekspertów od praw seksualnych spotkali się w  Yogyakarta w Indonezji, by wezwać do eliminacji wszelkich restrykcji opartych o „orientację seksualną lub tożsamość płciową”. Przy czym „tożsamość płciowa” została zdefiniowana jako: „głęboko odczuwana przez każdą osobę wewnętrzna i zindywidualizowana przynależność do danej płci, która może, ale nie musi być tożsama z płcią przypisaną danej osobie przy urodzeniu. Obejmuje to osobisty stosunek do własnego ciała (co może wiązać się z wolnością decydowania o modyfikacji wyglądu lub funkcji ciała poprzez interwencję medyczną, chirurgiczną lub inną); oraz  inne sposoby wyrażania roli płciowej, takie jak ubiór, mowa i manieryzmy...”

 

Zgodnie z tymi „zasadami” rządy i pojedyncze osoby musiałyby udawać, że mężczyzna ubrany w kobiece stroje (niezależnie od tego, czy poddał się operacji chirurgicznej, czy nie) jest kobietą.

Organizacje i osoby narzucające tę agendę mówią o problemie przemocy, lecz ich rzeczywistym zamiarem jest stygmatyzowanie ludzi wypowiadających się negatywnie o LGBTQ - zarówno o zjawisku jak i zachowaniach, a także redefinicja małżeństwa, publiczne finansowanie tzw. operacji zmiany płci, marginalizowanie ludzi wierzących i pozyskanie kolejnych pokoleń. 

 

Domagają się, by rządy na każdym poziomie:

„zapewniły, by metody edukacyjne, programy i środki służyły wzmacnianiu zrozumienia i szacunku dla (między innymi) różnych orientacji seksualnych i tożsamości płciowych” (Zasada 16 d). Innymi słowy, wszystkie szkoły mają być zmuszone do promowania agendy LGBTQ  na każdym poziomie.

Zasady Yogyakarta narzucają także konieczność „zapewnienia, by korzystanie z wolności opinii i wypowiedzi nie naruszało praw i wolności osób o różnorodnych orientacjach seksualnych i tożsamościach płciowych”. (Zasada 19 e).

 

Jednym z praw, których domagają się aktywiści LGBTQ jest prawo, by nie raniono ich uczuć. A zatem jakakolwiek wypowiedź (zwłaszcza wyrażająca doktryny religijne), która sprawia, że źle się czują, była nielegalna i piętnowana jako mowa nienawiści.

 

Agenda Seksualnej Lewicy jest wszechstronna i obliczona na wielką skalę. Zbyt długo obrońcy wolności walczyli z niewielkimi problemami pojawiającymi się tu i tam, zamiast połączyć swe siły do walki z całością tej agendy. W USA pod rządami Obamy jest już za późno, by zmierzyć się z tą agendą bezpośrednio. Wolność religii to nie coś, co ma być „zbalansowane” czy pogodzone z „prawami mniejszości seksualnych”. Potrzebujemy wszechstronnej inicjatywy legislacyjnej, która sprawi, że stanie się to jasne.

 

 

Dale O'Leary

 

Tłumaczenie artykułu: What’s Behind the War against Religion z bloga autorki: http://daleoleary.wordpress.com, za zgodą autorki.

Fragmenty wywiadu zostały opublikowane w "Przewodniku Katolickim" nr 20/2013.


[1]    dostępne na stronie: http://www.bzga-whocc.de w kilku językach, m.in. po angielsku, niemiecku, rosyjsku i włosku.

[2]    Nancy Julia Chodorow, The Reproduction of Motherhood:  Univerity of CA Press, Los Angles CA, 1978); Shulamith Firestone The Dialectic of Sex, (Farrar Straus Giroux, NY, 1970.

[3]    Charlotte Bunch, “Lesbians in revolt.” The Furies: Lesbian/Feminist Monthly, (1972, January). data dostępu 29.04.2013 http://library.duke.edu/rubenstein/scriptorium/wlm/furies/

[4]    Yogyakarta Principles:  Principles on the application of  international human rights law  in relation to sexual orientation and gender identity: (2006) http://www.refworld.org/cgi-bin/texis/vtx/rwmain?docid=48244e602 (data dostepu 29.04.2013)

 
 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 173225 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=