.
  Konwencja ws. przemocy wobec kobiet jest niekonstytucyjna
 

Konwencja Rady Europy ws. przemocy wobec kobiet jest skrajnie niekonstytucyjna. Zaprotestuj i podpisz petycję

13.2.2014

 

 

Stanowisko Ordo Iuris ws. ratyfikacji Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej

 

Konwencja Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, którą Rząd RP podpisał w 2012 r. i obecnie intensywnie zabiega o jej ratyfikację, jest dokumentem pozostającym w sprzeczności z szeregiem przepisów Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Po pierwsze, rozwiązania konwencyjne są sprzeczne z art. 25 ust. 2 Konstytucji, który deklaruje bezstronność światopoglądową Państwa. Ze szkodą dla faktycznego interesu ofiar, Konwencja sytuuje zagadnienie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet w trudnym do zaakceptowania kontekście ideologicznym. Niesłusznie traktuje patologie życia społecznego jako zjawisko obiektywnie zdeterminowane przez strukturę społeczną i zakłada konieczność przekształcenia realiów społecznych pod dyktando ideologicznych założeń znajdujących wyraz w preambule do Konwencji, posługującej się koncepcjami o wyraźnie marksistowskich inspiracjach (odwieczna walka płci, strukturalna przemoc jako narzędzie dominacji mężczyzn). Ideologicznie marksistowski rodowód Konwencji jest źródłem kolejnych zastrzeżeń natury konstytucyjnej, zważywszy na wyraźną dezaprobatę z jaką art. 13 ustawy zasadniczej odnosi się do ideologii komunistycznej.

 

Po drugie, fundamentalny system aksjologiczny zawarty w Konwencji jest nie do pogodzenia z polskim porządkiem konstytucyjnym. Konstytucja w swej preambule podkreśla łączność z tradycjami I i II Rzeczypospolitej, wyraża wdzięczność przeszłym pokoleniom Polaków za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie, co znajduje swój konkretny wyraz m.in. w konstytucyjnych gwarancjach wolności sumienia i wyznania. W przeciwieństwie do tego, Konwencja uznaje zakorzeniony w tradycji ład społeczny za strukturalne źródło opresji względem kobiet, przyczynę historycznie ukształtowanych, nierównych relacji władzy między kobietami i mężczyznami. Tym samym, deklarowana w preambule tożsamość ideowa Konwencji, wyrażająca teorię „walki płci”, jest głęboko sprzeczna z aksjologią Konstytucji RP.

 

Po trzecie, Konwencja budzi zasadnicze wątpliwości z punktu widzenia zasady równości wobec prawa oraz równości płci. Art. 2 ust. 1 Konwencji wyraźnie bowiem ogranicza jej zakres do „wszystkich form przemocy wobec kobiet”, uznając przemoc domową za dotykającą głównie kobiety. Tym samym mamy do czynienia z aktem prawnym, którego beneficjentami mają być w rzeczywistości wyłącznie kobiety. Nie sposób pogodzić takiego rozwiązania z art. 32 ust. 1 Konstytucji oraz z art. 33 Konstytucji, zgodnie z którymi wszyscy są wobec prawa równi i wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Ponadto, kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym. Tym samym sprzeczne z Konstytucją są rozwiązania konwencyjne, które w sposób nieuzasadniony faworyzują jedną grupę podmiotów (kobiety) w kontekście zjawiska przemocy, wykluczając pozostałe kategorie osób narażone i doświadczające przemocy, jak chociażby osoby starsze. Co więcej, statystyki policyjne za lata 2003-2007 i za pierwszy kwartał roku 2008 wskazują, że chociaż kobiety stanowią zdecydowanie najliczniejszą grupę wśród ofiar przemocy domowej, to jednak gwałtownie wzrasta ilość przypadków przemocy, której kobiety są sprawcami, zaś liczba mężczyzn pokrzywdzonych przemocą domową wzrosła na przestrzeni raportowanych lat niemal dwukrotnie. Tymczasem Konwencja w art. 2 ust. 1 wyklucza z zakresu swego stosowania tę najszybciej rosnącą grupę ofiar.

 

Po czwarte, rozwiązania konwencyjne zobowiązują państwa strony do ujęcia w programach edukacyjnych treści służących wykorzenieniu zwyczajów i tradycji opartych na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn, w tym poprzez promocję niestereotypowych ról przypisanych płciom (art. 12 w zw. z art. 14 Konwencji). Zobowiązania takie należy uznać za godzące w prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, gwarantowane przez art. 48 ust. 1 Konstytucji i podważające konstytucyjnie gwarantowaną pozycję małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

 

W tej sytuacji, społeczeństwo winno jednoznacznie zaprotestować przeciwko planom ratyfikowania tej Konwencji, co uczynić można również za pośrednictwem Internetu.

 

CZYTAJ TAKŻE: Dlaczego "Wiadomości" przemilczały krytykę genderowego prawa forsowanego przez PO? Naukowcy w sejmie obnażyli ideologię Konwencji ws. przemocy. "To dokument typowy dla społeczności militarnej"

 
w: http://wpolityce.pl/artykuly/74124-konwencja-rady-europy-ws-przemocy-wobec-kobiet-jest-skrajnie-niekonstytucyjna-zaprotestuj-i-podpisz-petycje






Rząd z protestów nic sobie nie robi. Kozłowska-Rajewicz zapowiada, że wkrótce ratyfikowana zostanie szalenie groźna Konwencja

13.2.2014

 

Pełnomocnik ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz w Polskim Radiu tłumaczyła dlaczego zorganizowała konferencję "Stop seksualizacji dzieci i młodzieży", która odbyła się w Kancelarii Premiera.

O problemie seksualizacji kobiet mówi się od jakiegoś czasu w Europie. Zaczęło się od tego, że brytyjska dziennikarka przeanalizowała gry komputerowe dla dzieci i okazało się, że wiele z nich jest przesiąkniętych scenami ociekającymi seksem. Często są one poniżające dla kobiet. (...) Ta dziennikarka zaczęła drążyć temat i okazało się, że w sklepach zdarzają się stoiska ze stanikami dla 7-letnich dziewczynek, czy z przyborami do malowania oczu, ust itd. Zwróciła uwagę, że jak się robi konkursy miss przedszkolaków, to dzieci stylizuje się na dorosłe kobiety. I one wyginają się w jakichś pozach seksualnych. Jest cały przemysł, który powoduje, że dzieci są wychowane w atmosferze bardzo seksualnej. Są wychowane do ról seksualnych. W ten sposób odbierane jest dzieciom dzieciństwo

- mówiła Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Dodała, że „dorośli nie zauważając tego problemu, czy wstydząc się o nim mówić po prostu ten chory system tworzą”.

Pytana o opinię jednej z uczestniczek, która była obecna na konferencji KPRM i stwierdziła, że szkoła już nie jest bezpieczna dla dzieci, pełnomocnik wskazuje:

Pani doktor Iwona Chmura-Rutkowska mówiła, że wyobrażamy sobie szkołę, jako ostatnie miejsce, które jest bezpieczne. Wiemy, że w telewizji, reklamach, teledyskach jest różnych rzeczy dużo złych i o nich wiemy. Wiemy, że podwórko jest złe, że w internecie jest wiele niebezpieczeństw, ale szkoła jest dobra, bezpieczna. Bo my ją zamkniemy, nie pozwolimy do niej wchodzić, bo tam są sami specjaliści i nic tam złego się zdarzyć nie może.

Dodała, że „szkoła tymczasem nie jest odizolowana od świata”. Czy to nie jest straszenie szkołą?

Pani doktor mówiła, że dzieci wszystko, czym nasiąkają w świecie, przynoszą potem do szkoły. Na przykład komórki, które mają połączenie z internetem. W przerwach dzieci bawią się np. oglądają pornofilmy na tych komórkach. Dlaczego oglądają pornofilmy? Ponieważ są w okresie dojrzewania, są w okresie trudnych przemian fizjologicznych i psychologicznych. Mają pierwsze uczucia, które są dla nich nowe. To są rzeczy, z którymi nie bardzo sobie radzą

- mówiła Kozłowska-Rajewicz.

A nie radzą sobie – zdaniem pani pełnomocnik – bo nie mają z kim porozmawiać. A wszystko dlatego, że w szkole nie ma przedmiotu dotyczącego „sfery seksualnej”, bo wielu rodziców nie chce takiego przedmiotu.

A tymczasem to nasiąkanie seksem powoduje, że w zachowaniu dzieci i ich języku znajduje się wiele rzeczy, które nam się w głowie nie mieszczą. (…) Język zwulgaryzowany, zaczerpnięty z tych porno filmów, jest bardzo niebezpieczny dla przyszłych relacji, dla przyszłego życia. Jest również upokarzający dla drugiej strony. Mimo że wszyscy to akceptują, to nie jest tak, że to nie jest krzywdzące. To jest krzywdzące

- wyjaśniała urzędniczka.

Dla Kozłowskiej-Rajewicz remedium na całe zło jest edukacja seksualna dzieci. Przy tej okazji dopuściła się manipulacji badaniami dotyczącymi skutków edukacji seksualnej. Pytana o głosy, że edukacja seksualna oznacza wcześniejszą inicjację itd. minister mówiła:

No właśnie wszystkie badania pokazują, że nie. Dorośli, kiedy mówią niektóre słowa, albo niektóre hasła, np. „antykoncepcja”, czy „seksualność”, to mają skojarzenia zaczerpnięte ze swojego dorosłego życia. Dzieci inaczej o tych sprawach myślą. Co innego kryje się pod tymi samymi hasłami, gdy rozmawiamy z małym dzieckiem – w wieku wczesnoszkolnym lub gimnazjalistą. Absolutnie musimy porozmawiać o edukacji seksualnej. I powinniśmy przestać się wstydzić tego tematu. Gdy myśmy się wychowywali atmosfera nie była taka wstydliwa, nie było tyle pruderii, nie było tyle Dulszczyzny, a poza tym nie było takiego łatwego dostępu do pornografii. Dziś dzieci mają mniej wiedzy ze strony dorosłych na temat swojej seksualności, a z drugiej strony mają bardzo łatwy dostęp do pornografii.

Sęk w tym, że w krajach, które wprowadziły obowiązkową edukację seksualną odsetek nastolatek zachodzących w ciąże, aborcji i innych patologii związanych z seksualizacją dzieci jest wyższy a nie niższy. To zatem, co proponuje Agnieszka Kozłowska-Rajewicz to nie remedium na zło, ale jego pogłębianie.

Jak będą wyglądały związki, małżeństwa naszych dzieci, jeśli nie podejmiemy tego tematu bardziej otwarcie i bardziej odważnie?

- pytała urzędniczka.

Następnie mówiła również o ratyfikacji Konwencji dot. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet Kozłowska-Rajewicz dodała, że „zbliżamy się do tego”.

W tej chwili kończymy prace przygotowujące do legislacji, czyli robimy kalendarium z bardzo szczegółowym opisaniem, w których ustawach, w których artykułach należy podjąć zmiany. Zbliżamy się do końca. Sądzę, że ostatnie posiedzenie Rady Ministrów w lutym, albo pierwsze w marcu będzie poświęcone temu właśnie tematowi

- tłumaczyła Kozłowska-Rajewicz.

Sprawa Konwencji wywołuje jednak duży opór w środowiskach prawniczych i konserwatywnych. Prof. Aleksander Stępkowski, prezes zarządu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris w czasie konferencji w Sejmie nt. Konwencji mówił:

Ideologiczne założenia stojące za konwencją są problematyczne wg art. 25 ust. 2 Konstytucji, który deklaruje, że Polska jest krajem bezstronnym poglądowo. (…) Ta konwencja stosuje się tylko wobec kobiet, czego nie sposób jest pogodzić z art. art. 32 ust. 1 i 33 Konstytucji. (…) Art. 14 konwencji skreśla prawa rodziców do wychowywania własnych dzieci. (…) Eliminacja przemocy ma polegać na rozmontowywaniu struktur społecznych polegających na rozdziale ról mężczyzn i kobiet.

Pytana o wątpliwości natury konstytucyjnej, które sygnalizuje Stowarzyszenie Ordo Iuris, pełnomocnik rządu Kozłowska-Rajewicz uderza w typowe dla PO tony. Zamiast odnieść się merytorycznie zaczyna od docinek:

To jest taka organizacja, która kwestionuje działania antyprzemocowe i w ogóle równościowe jakiekolwiek. Przez ostatnie miesiące spotykaliśmy się kilkukrotnie. Oni przychodzą na nasze konferencje. To jest organizacja, która ma bardzo skrajne poglądy. Tak generalnie. A jeśli chodzi o konstytucyjność mamy dwie opinie prawne. Jedna jest z Biura Analiz Sejmowych, drugą zamówiliśmy w Instytucie Praw Człowieka PAN. Obie są pozytywne.

Pełnomocnik dodaje, że „nie ma wątpliwości, że ta Konwencja jest zgodna z polską konstytucją”.

Pytana o to, czy Ordo Iuris, nazywana instytucją radykalną, z założenia nie ma racji Kozłowska-Rajewicz zarzeka się:

Nie, ja tego nie zakładam. Tylko mówię, że opinie prawników mówią co innego.

Zdaje się, że pełnomocnik się zreflektowała, że to co mówiła o Stowarzyszeniu Ordo Iuris było jej kompromitacją. Zresztą nie pierwszą.

wrp


w: http://wpolityce.pl/wydarzenia/74126-rzad-z-protestow-nic-sobie-nie-robi-kozlowska-rajewicz-zapowiada-ze-wkrotce-ratyfikowana-zostanie-szalenie-grozna-konwencja
 
 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 167631 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=