.
  homos w europejskiej tradycji
 

Sprzeciw wobec homoseksualizmu to element europejskiej tradycji

23.10.2013

 
 

Współcześni ideolodzy homoseksualizmu sprzeciwiają się nie tylko nauce Kościoła. Ich tezy przeczą także wielkiej części wybitnych starożytnych intelektualistów, których myśl przez wieki kształtowała Europę.

Kontrkulturowa lewica z lubością przedstawia się jako wyzwolenie z opresyjnej chrześcijańskiej nauki. Podstawowym elementem tego rzekomego wyzwolenia jest redefinicja małżeństwa. Lewica znosi jego naturalny cel – prokreację, co prostą drogą wiedzie do akceptacji związków homoseksualnych jako równoprawnych ze zwykłymi małżeństwami.

W tej narracji homoseksualizm to naturalna i pozytywna skłonność, którą odrzucają zwłaszcza odurzeni kościelną nauką wierni. To katolicyzm, przejmując wrogą homoseksualizmowi postawę starotestamentalną i dodając do niej własne uprzedzenia, przez wieki miałby skazywać tę normalną skłonność na społeczny niebyt.

Zanim zatryumfowała ponura i nieludzko surowa moralność Kościoła, w Europie panowała wspaniała swoboda seksualna. Wszyscy słyszeli o tych mądrych Grekach, którzy w związkach homoseksualnych upatrywali ideału miłości. Tak, niewątpliwie, wszyscy o tym słyszeliśmy. Jest to jednak wypaczony obraz.

„Straszne bezeceństwo” w oczach Platona

Za uosobienie greckiej mądrości, zgodzi się chyba każdy, może zostać uznany Platon. Nie bez powodu Whitehead powiedział, że cała filozofia europejska to przypisy do jego nauki. Na pierwszy rzut oka, Platon to dobry przedstawiciel greckiego upodobania w jednopłciowej miłości.  W słynnych ustępach Fajdrosa przedstawia związek męsko-męski jako drogę do poznania najwyższej prawdy; ni słowem nie wspomina przy tym o pospolitej miłości kobiety i mężczyzny. Czy rzeczywiście jest to obraz pozytywny? Oto co mówi sam Platon o aktywnym homoseksualiście: „On się do piękności nie modli oczyma, ale rozkoszy oddany okrakiem się na nią pcha jak czworonożne zwierzę i brać ją chce; a butą uniesiony, nie boi się i nie wstydzi szukać rozkosz nawet przeciw naturze”.

Rozkosz przeciw naturze, pisze Platon. Stosunek homoseksualny w jego oczach to nie tylko, jak mówi w tym samym Fajdrosie, „straszne bezeceństwo”, ale  po prostu to, co „wielu chwali jako szczęście”. Bo sam Platon nigdzie tego jako szczęścia nie chwali. Ba, w jego Prawach czytamy, że „nie należy rozsiewać nasienia na skały i kamienie, gdyż zgodnie z naturą, nie zapuści korzeni”. Jego rozumienie celu małżeństwa jest identyczne z późniejszym o setki lat rozumieniem chrześcijańskim.

Dlaczego Platon pisze w ogóle o miłości wyłącznie męskiej, o uczuciu do pięknych młodzieńców? Cóż, inaczej po prostu pisać nie może. W jego czasach kobieta-żona nie była obiektem wyższej miłości, a jedynie pożądania; służyła do zaspakajania męskiej przyjemności, w następstwie czego rodziła potrzebne dzieci, najlepiej synów. Oczywiście, siłą rzeczy zakochiwano się w kobietach (najlepiej w dystyngowanych prostytutkach, heterach), ale miłość do młodych chłopców była elementem bardziej wyrafinowanej kultury. Grecka kobieta z warstw wyższych siedziała zamknięta w domu; mąż widział ją sporadycznie, bo całe dnie przebywał wśród innych aktywnych politycznie i społecznie mężczyzn. Miłość do chłopców była rzeczną powszechną, kulturalną, pożądaną. Co miał zrobić Platon, ucząc swojej filozofii? Chcąc trafić do dusz słuchaczy nie miał innego wyjścia, niż swoje koncepcje o miłości wiodącej do prawdy przedstawiać w ramach męsko-męskich.

Jednak Platon nie jest więźniem współczesnych wyobrażeń; twierdzi jasno: homoseksualizm to rzecz wbrew naturze. Nauczyciel Platona, Sokrates, miał wg Ksenofonta powiedzieć, że pocałunek młodzieńca jest jak „ukąszenie jadowitego węża”, a o jednym ze swoich uczniów, który chciał zespolić się z kolegą, powiedział: „Kritiasz odczuwa świńską potrzebę, ponieważ pragnie się potrzeć o Eutydema nie inaczej, niż świnia o kamień”. I nie można poczytać tych słów za wrogość do ludzkiej seksualności w ogóle; Sokrates miał przecież żonę i trzech synów.

Homoseksualizm jako rzecz niepoważna

Nawet wśród ludu greckiego nie było miejsca dla homoseksualizmu tak, jak go dzisiaj rozumiemy. Kontakty seksualne dwóch dorosłych mężczyzn były przedmiotem powszechnego szyderstwa, jak w wielu miejscach zaświadczają komedie Arystofanesa. Mężczyzna, który biernie oddawał się drugiemu mógł nawet stracić prawa obywatelskie, co było dla wolnego Greka pozbawieniem istoty jego tożsamości. Dorosły, wolny mężczyzna to pan par excellence; rządzi najpierw swoim domem – żoną, dziećmi i niewolnikami – następnie zaś państwem, polis. Kobiety i niewolnicy to istoty upośledzone, bo są z natury niezdolne do panowania. Dlatego Grek może szukać u nich przyjemności seksualnej – ale tylko i wyłącznie w aktywnej roli. Urodzony jako wolny, chłopiec sam będzie kiedyś panem, ale dopóki nie osiągnie dorosłości podlega bezwzględnej władzy ojca, ergo również jest istotą podporządkowaną. Za jego zgodą, Grek może się do niego zbliżyć, ale znowu – nigdy w pasywnej roli. Uzasadnione będzie pytanie, na ile grecka pederastia była przejawem skłonności homoseksualnych, a na ile przejawem dominacji dorosłych i wolnych mężczyzn nad wszystkimi innymi kategoriami ludzi żyjących w polis.

Jedynie młodzieńcy mogli między sobą praktykować homoseksualizm zarówno aktywny jak i pasywny. Na greckich wazach można znaleźć setki przedstawień młodzieńczych orgii zarówno hetero-, homo- jak i biseksualnych. Okres dorastania był w świecie Greków otwarcie biseksualny. Jednak wraz z wejściem w dorosłość ta swawola musiała się skończyć. Świetnie ilustrują to słowa Cycerona, który w Pro Caelio pisze: „gdy [młodzieniec] dał już folgę przyjemnościom, powinien się opamiętać i wziąć się do jakiejś pracy – do spraw domowych, na forum, do służby państwu”. Homoseksualizm w tej perspektywie to rzecz niepoważna, dobra dla nieodpowiedzialnych młodzieńców, ale nigdy dla dorosłych, poważnych mężczyzn, dla panów. W czasach Republiki i Cesarstwa Rzymskiego podejście do miłości między mężczyznami było w wielkiej mierze takie, jak w Grecji, choć w Italii nie przyjęła się idea pederastii.

Piętno poglądów Platona nosi na sobie filozofia czasów Cesarstwa. Stoik Artemidor pisze, że nienaturalne praktyki seksualne to „rozwiązłość, bezwstyd oraz nieobyczajność”. Epiktet, również stoik, przytacza słowa, jakie miał usłyszeć od Zeusa: „To ciało nie jest twoją własnością, lecz jedynie gliną przemyślnie uformowaną”. W związku z tym nie można z nim robić wszystkiego; sama natura nałożyła jasne ograniczenia. Z kolei medioplatonista Plutarch sporządził osobny dialog O miłości erotycznej, w którym rozprawia się z poglądami gloryfikującymi miłość do młodzieńców. Demaskuje zwłaszcza grecką kulturę pederastii, która pod płaszczykiem filozofii zajmuje się zwykłą demoralizacją. „Ponieważ trzeba jakiegoś godziwego pozoru, żeby zbliżać się do pięknych młodych chłopców, pozorem tym staje się przyjaźń i cnota. Zatem okrywa się kurzem w zapasach, marszczy brwi i twierdzi, że jest filozofem i uprawia cnotę – na zewnątrz, ze względu na prawo; a potem w nocy, po cichutku: ‘jak słodko rwać owoce, gdy odejdzie stróż!’” – pisze Plutarch.

Kościół nie jest twórcą poglądów, odrzucających homoseksualizm jako wynaturzenie

Św. Justyn pisze, że „ci, którzy wiedli życie zgodne ze Słowem, są chrześcijanami”. Nawiązuje tu do częstej u pierwszych chrześcijan koncepcji logoi spermatikoi, co można przetłumaczyć jako „nasiona Logosu”. Owe nasiona miały być ofiarowane przez Boga poganom; dzięki nim nauka niektórych filozofów przedchrześcijańskich jest słuszna, niemalże natchniona. Kościół nie jest twórcą poglądów, odrzucających homoseksualizm jako wynaturzenie; nie wywodzą się one nawet wyłącznie ze Starego Testamentu. Krytyka homoseksualizmu jest u wybitnych pogańskich intelektualistów powszechna. Dzięki koncepcji logoi spermatikoi Kościół może przejąć z filozofii to, co rozpoznaje jako prawdę Bożą.

Gdy św. Klemens Aleksandryjski w Pedagogu omawia etykę seksualną chrześcijan, w sprawie homoseksualizmu powołuje się najpierw na św. Pawła, a zaraz potem na pogan: przytacza Platona oraz słynne Wyrocznie Sybillańskie, gdzie chwaleni są ci ludzie, którzy „nie popadają w rozpustę z mężczyznami”. Myśl chrześcijańska  w tej dziedzinie jest rozwinięciem koncepcji wielkich filozofów pogańskich.

Współcześni ideolodzy homoseksualizmu sprzeciwiają się zatem nie tylko nauce Kościoła. Ich tezy przeczą także wielkiej części wybitnych starożytnych intelektualistów, których myśl przez wieki kształtowała Europę. To nie Kościół wymyślił nienaturalność homoseksualizmu; była ona często rzeczą oczywistą nawet dla przedchrześcijańskich pogan. Przytoczmy na koniec wielkiego chrześcijańskiego pisarza z V w., Teodoreta z Cyru. W dziele Leczenie chorób hellenizmu Teodoret rozróżnia dwie kategorie grzeszników. Pisze: „Trzeba brzydzić się tymi, którzy jawnie lgną do życia godnego wieprzów; innym zaś trzeba doradzać, zachęcać ich, wyciągać do nich dłoń, troskliwie leczyć i podawać lekarstwa przywracając zdrowie”. KKK 2357-2359 jest owocem namysłu takich ludzi jak Teodoret, łączących Boże objawienie Biblii z tradycją największych pogańskich filozofów. Sprzeciw wobec homoseksualizmu jest elementem tradycji europejskiej sieęgającej samych jej początków.

Paweł Chmielewski

w:
http://www.fronda.pl/a/sprzeciw-wobec-homoseksualizmu-to-element-europejskiej-tradycji,31475.html

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 173097 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=