.
  Homotyrania - terapeuta o ...
 
zdjecie

J.Peeters/-

Homotyrania

14 września 2013

Z dr. Gerardem van den Aardwegiem, psychologiem i psychoterapeutą, prowadzącym terapię osób homoseksualnych, rozmawia Beata Falkowska

Panie Doktorze, od lat prowadzi Pan terapię osób homoseksualnych. W Polsce jeden z lewicowych polityków – homoseksualista – wysuwa postulat prawnego zakazu tego typu działań. Dotknęły Pana podobne ataki?

– Na całym świecie środowiska gejowskich aktywistów dążą do zakazania terapii osób homoseksualnych. To naturalny komponent ideologii międzynarodowego ruchu politycznego promującego homoseksualizm jako równoważny z heteroseksualnością, czyli normalną relacją mężczyzny i kobiety, oraz zmierzającego do drastycznego przeobrażenia społeczeństwa zgodnie z tym paradygmatem. Ten polski polityk, o którym pani mówi, to po prostu jeden z tych gejowskich działaczy, który czuje, że klimat polityczny w Europie i w USA osiągnął etap, w którym możliwe jest wprowadzenie prawa penalizującego terapię osób homoseksualnych. Gdy ktoś mówi „terapia”, to mówi także „zaburzenie”, a to drugie jest nie do zaakceptowania dla agresywnego lobby homoseksualnego.

W 1967 r. na Uniwersytecie w Amsterdamie pisałem doktorat o homoseksualizmie i homoseksualnej pedofilii jako nerwicach seksualnych i nigdy bym nie uwierzył, że ta ideologia stanie się tak wpływowa w tak krótkim czasie. Wówczas obranie takiego tematu i obronienie pracy było jeszcze możliwe, choć ta holenderska uczelnia była bardzo postępowa, a gejowskie lobby już było bardzo aktywne i nie brakowało nienawistnych komentarzy pod moim adresem ze strony gejowskich pisarzy i dziennikarzy. Charakterystyczne, że nie podejmowali oni w ogóle debaty nad treścią moich twierdzeń, nad argumentami, obserwacjami i faktami, które dobitnie wskazywały, że homoseksualizm jest zaburzeniem neurotycznym mającym swe źródło w dzieciństwie i okresie dojrzewania. Jedynie głośno krzyczeli, że rozpowszechnianie takich idei jak moje powinno być zakazane. Kto nie zgadzał się z rzekomą normalnością homoseksualizmu, był uznawany za pseudonaukowca lub kogoś anachronicznego. Ale wciąż powtarzam, że mimo trudności obrona takich niepoprawnych politycznie tez była możliwa.

Dziś podjęcie takiego tematu rozprawy doktorskiej byłoby niemożliwe?

– Wkrótce klimat wokół tematu homoseksualizmu bardzo szybko się zmienił i obraz homoseksualizmu jako odstępstwa od normy stał się tabu na holenderskich uniwersytetach, a gejowska ideologia została dosłownie wbita młotkiem w czaszki młodych pokoleń profesjonalistów w obszarze nauki, medycyny, często przez profesorów homoseksualistów. Ideologia gejowska została w Holandii zaakceptowana jako swoista „religia” państwowa i była wspierana przez wielu polityków, łącznie z przedstawicielami Chrześcijańskiej Demokracji. Podjęto próby prawnego zakazania terapii homoseksualizmu, ale nie było to traktowane jako sprawa pilna, ponieważ taka terapia nie była uznawana przez państwo i opłacana przez ubezpieczycieli, zaś samorząd zawodowy pod naciskiem agresywnego lobby homoseksualnego zdyskredytował ją jako nieetyczną.

W Polsce nawet w publicznych mediach można już usłyszeć tezy, że terapia homoseksualistów to przemoc psychiczna w najgorszym wydaniu.

– Ulubioną i bardzo skuteczną taktyką gejowskich frontmanów jest przybieranie roli ofiary: każdy, kto nie akceptuje relacji homoseksualnych jako równoważnych z heteroseksualnymi, dyskryminuje, jest niesprawiedliwy, prześladuje etc. Terapia osób homoseksualnych prezentowana jest jako psychiczny sadyzm, pogwałcenie natury człowieka skutkujące poważnymi psychicznymi konsekwencjami, jak depresja, próby samobójcze etc. Te założenia są oczywistą nieprawdą i kłamstwem. Twierdzi się, że zmiana skłonności homoseksualnej jest absolutnie niemożliwa. Lobby gejowskie może przytaczać przeprowadzane pod tę tezę badania naukowe, orzeczenia stowarzyszeń psychologów i psychiatrów, które dyskredytują terapię homoseksualistów. A potem słyszymy, że to nie homoseksualizm jest chorobą, ale emocjonalne zaburzenia definiowane jako „homofobia” objawiające się odmową akceptacji homoseksualizmu jako normy. Zatem to chorzy na homofobię w tej narracji wymagają terapii, korekty i reedukacji.

Jest Pan homofobem? A może spotkał Pan takiego?

– Homofobia jest konstrukcją rodem z science fiction. To, co osoby heteroseksualne zazwyczaj czują wobec homoseksu, to awersja i obrzydzenie, a nie lęk. A dopiero patologiczny i natrętny strach przed czymś diagnozuje się jako „fobię”. Ale ten ukuty przez środowiska gejowskie termin to bardzo skuteczna werbalna broń w propagandowej wojnie o homoseksualizację społeczeństwa i narzędzie zastraszenia ideowych przeciwników, którzy nie chcą być etykietowani jako homofobi.

Mówiąc o metodach ataku na terapię homoseksualizmu, muszę dodać, że najbardziej efektywną metodą rozpowszechniania fałszywej homoseksualnej ideologii jest ignorowanie ludzi takich jak ja, zmowa milczenia wokół ich argumentów, poza okazjonalnymi szyderstwami, oczernianiem i prezentowaniem ich jako dziwaków. Dlatego tak żywotna jest kwestia tego, by media nie rozpowszechniały kłamliwej gejowskiej ideologii.

Czy poddanie społeczeństw pod rządy homokultury może rozbudzać skłonności homoseksualne np. wśród młodzieży?

– Zamach homoseksualistów na wolność prowadzenia terapii służącej zmianie ich skłonności jest przykładem totalitarnej, antydemokratycznej ideologii. Totalitarna agenda środowisk gejowskich postuluje także ograniczenie wolności prowadzenia badań nad przyczynami homoseksualizmu, metodami zapobiegania tym skłonnościom, rozwojem metod terapeutycznych. Spod cenzorskiego zapisu mają zostać wykluczone tylko badania z etykietą „gay-friendly” (przyjazne gejom). Co więcej, chcą oni także obalić wolność edukacji publicznej i – co o wiele gorsze – nauczania dzieci i młodzieży. Jeśli do tego dojdzie, to tylko propaganda zgodna z homoseksualną agendą zostanie dopuszczona do telewizji i mediów drukowanych, a szkoły będą musiały indoktrynować uczniów.

W swojej pracy naukowej podważa Pan tezy o wrodzonych skłonnościach homoseksualnych. Jakie są Pańskie argumenty?

– Badania w różnych obszarach nauki, studia nad gospodarką hormonalną, pracą mózgu, genami, bliźniactwem itd. bezsprzecznie dowodzą, że nie ma żadnego dowodu na genetyczne lub biologiczne uwarunkowania homoseksualizmu. A ta narracja jest podtrzymywana od około stu lat. Co rusz dowiadujemy się, że rzekomo znaleziono coś będącego biologiczną przyczyną skłonności homoseksualnych, ale kolejne studia nie potwierdzają tego. Zatem, gdy ktoś twierdzi, że homoseksualizm posiada biologiczne lub genetyczne uwarunkowania, musi udowodnić to stanowisko. Nie wierzę, że kiedykolwiek to nastąpi.

Wskazywanie, że pewne czynniki fizyczne idą w parze ze skłonnościami homoseksualnymi, nie może być tożsame z określaniem ich jako przyczyny tych skłonności, gdyż mogą one równie dobrze być ich konsekwencją. Ale i tak żaden taki czynnik nie został dotąd znaleziony, pomimo wielu prób. A przecież ulubione założenie „normalizatorów” homoseksualizmu jest takie, że urodzili się w takim stanie i jest to nieodwracalne.

W przeciwieństwie do badań biologicznych studia psychologiczne zakończyły się ustaleniem czynników natury psychologicznej, które w wystarczający sposób wyjaśniają etiologię i patogenezę homoseksualizmu.

Na czym zatem polega praca z osobami o homoseksualnych skłonnościach według Pańskiej metody?

– Po pierwsze, mam trochę ambiwalentne odczucia w związku z pojęciem „terapia”. Aby uniknąć nieporozumień, wolę raczej używać określenia „samoleczenie” czy „samokształcenie” pod opieką profesjonalnych doradców i ewentualnie innych osób. Sposób prowadzenia zgłaszających się do nas osób nie jest medyczną kuracją choroby sensu stricto, ale raczej rodzajem samokształcenia, pracą nad charakterem. To, co w naszej pracy możemy najbardziej określić jako działania terapeutyczne, to regularna, codzienna praca nad cnotami i walka ze słabościami charakteru oraz wadami. Rola terapeuty czy doradcy przypomina rolę trenera sportowego i sprowadza się do udzielania wskazówek, wyjaśnień i zachęcania danej osoby do wytrwania w pracy nad sobą.

U wielu pacjentów religijne nawrócenie odgrywa znaczącą rolę w procesie zmiany własnego życia?

– Tak, może nawet u większości. To nie jest wcale niespodzianka, jeśli zdamy sobie sprawę z uzdrawiającej mocy ludzkiego instynktu moralnego i religijnego. Na ile możemy, odwołujemy się w naszej pracy do wiary, duchowych i religijnych doświadczeń, instynktów danego człowieka, by zadziałały samolecząco. Dusza takiej osoby potrzebuje Boga, tęskniąc do moralnej czystości i właściwego osądu sumienia.

Ile osób zakończyło Pańską terapię porzuceniem homoseksualnych skłonności?

– Wiele lat temu opublikowałem szacunkowe dane o rezultatach tej terapii na podstawie seksualności stu moich byłych pacjentów. Około 40 proc. zaprzestało terapii po kilku miesiącach. Na kontroli po trzech latach od zakończenia regularnego oddziaływania lekarskiego 11 proc. zmieniło się radykalnie, a 26 proc. w stopniu zadowalającym. Przez zmianę radykalną rozumiem całkowity albo prawie całkowity zanik pociągu do własnej płci i przywrócenie pociągu heteroseksualnego, natomiast zmiana zadowalająca polega na prawie całkowitym lub znacznym zaniku pociągu do własnej płci z lub bez pojawienia się skłonności heteroseksualnej.

Dziesięć lat temu amerykański psychiatra Spitzer ogłosił porównywalne dane na podstawie doświadczeń 300 byłych homoseksualistów. Zwróćmy uwagę na to, co się działo dalej. Pod brutalnym naciskiem kręgów gejowskich zdecydował o wycofaniu publikacji, ale redaktor odmówił. Było to dobrze zrobione studium i jakkolwiek jego autor potem żałował go i przepraszał „społeczność gejów” za ów grzech śmiertelny, wyniki pozostają nienaruszone. Jak można inaczej nazwać zastraszenie tego sympatycznego, chociaż niezbyt pewnego siebie psychiatry niż faszyzmem?

Czy te wyniki nie są rozczarowujące?

– Trzeba, na ile się da, jasno rozumieć, co oznacza skuteczność leczenia homoseksualizmu lub innego poradnictwa ukierunkowanego na zmianę skłonności seksualnych. Otóż wyniki statystyczne mogą się wydawać rozczarowujące, gdy się sobie wyobraża, że każda osoba z tym problemem może stać się całkowicie heteroseksualna w stosunkowo krótkim czasie. My, terapeuci, którzy mówimy i piszemy o możliwości zmiany w reakcji na defetystyczny slogan „raz homoseksualista – zawsze homoseksualista”, prawdopodobnie przyczyniamy się do rozpowszechniania tej przesadnie optymistycznej idei. Często świadectwa byłych homoseksualistów o swojej zmianie życia są trochę zbyt euforyczne, jeśli nie przedwczesne. Jest prawdziwe i bardzo zachęcające to, że głęboka i trwała zmiana jest możliwa, ale z drugiej strony jest również prawdą, że z reguły głęboka i trwała zmiana w płciowości nie jest łatwa ani szybko się jej nie osiąga, a w wielu przypadkach się do niej nie dochodzi. Jednak to nie powinno oznaczać terapeutycznego pesymizmu. Ci, którzy na poważnie walczą ze swoją seksualną i inną niedojrzałością, zmieniają się na lepsze, nie tylko pod względem zachowań płciowych, ale jednocześnie ogólnej emocjonalności.

W związku z tym chciałbym ostrzec przed błędem taktycznym w debacie ze stronnikami sprawy gejowskiej. Ludzie mający dobre intencje nierzadko mylą się, gdy traktują zmienność nieprawidłowości seksualnej jako fundamentalny argument przeciwko legalizacji związków homoseksualnych. Nie musisz żyć jako homoseksualista, mówią, bo można cię wyleczyć. A kiedy się okazuje, że to wyleczenie, czyli totalne odwrócenie pociągu płciowego jest osiągane tylko przez mniejszość, albo że rzekomo wyleczony były homoseksualista wciąż ma nawroty swych skłonności, stajemy się bezbronni wobec gejowskich propagandzistów.

Jaka zatem jest nasza główna broń?

– Podstawowym argumentem przeciwko akceptacji homoukładów i wszystkiego, co z tego wynika, nie jest to, w jakim zakresie skłonności homoseksualne daje się zmienić, ale to, że nie są one naturalne i homoseks jest zły. Ludzie we wszystkich czasach i kulturach odczuwali to w ten sam sposób, gdyż wypływa to z ludzkiego zdrowego rozsądku i uniwersalnego zmysłu moralnego. Chrześcijaństwo faktycznie położyło nacisk na tę kwestię, ale tylko położyło nacisk na rzecz, która sama w sobie musi być ewidentna dla każdego. Bitwa przeciwko narastającemu prądowi homotyranii musi się koncentrować nie na „terapii”, ale na „zaburzeniu”, na „contra naturam”.

Na co Polacy powinni być najbardziej wyczuleni, by nie dopuścić do społecznej homotyranii?

– Sądzę, że najbardziej pilna jest obrona przed propagandą homoseksualną w obszarze edukacji publicznej i szkolnictwa. Oznacza to państwową ochronę wolności prasy i mediów elektronicznych zdolnych do krytyki i przeciwstawiania się półprawdom i kłamstwom gejowskiej propagandy oraz wszczęcia i wspierania akcji politycznej przeciwko inicjatywom ustanowienia homotyranii. Są to dobrze znane inicjatywy: zrównanie układów homoseksualnych z małżeństwem, prawdziwie kryminalne metody narzucania adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, promująca homoseksualizm edukacja w szkołach i zakaz niepożądanych przez homoseksualistów badań, publikacji i terapii.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik

w:
http://naszdziennik.pl/mysl/53836,homotyrania.html

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 167309 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=