.
  Najlepsza antykoncepcja?
 
"Najlepsza antykoncepcja? Gdy dziewczyna trzyma kolana razem". Lekcje WDŻ ciągle pełne uprzedzeń i kłamstw




Justyna Suchecka
03.12.2014


Lekcje wychowania do życia w rodzinie pozostawiają wiele do życzenia - wynika z raportu Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton. - Przedmiot ten nadal nie spełnia standardów rzetelnej edukacji seksualnej - mówi Aleksandra Józefowska, jedna z autorek badania.
 

Pierwszy raport Pontonu na temat tego, jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach, powstał w 2009 roku. Po pięciu latach edukatorzy zdecydowali się powtórzyć badanie. Ponad 3,3 tys. osób w wieku od 11 do 30 lat, a więc wszyscy ci, którzy mogli mieć lub mają WDŻ w szkole, wypełniło ankietę na temat poziomu zajęć. - Nadal prowadzą je niewykwalifikowani nauczyciele, brakuje też nowoczesnych podręczników, a program nauczania nie uwzględnia zagrożeń i zagadnień antydyskryminacyjnych - punktuje Aleksandra Józefowska z Pontonu.

Lekcje potrzebne, ale...

89 proc. badanych uważa, że te zajęcia w szkołach są potrzebne, ale im wyższy etap edukacji, tym frekwencja na lekcjach WDŻ niższa. Dlaczego? M.in. dlatego, że zajęcia te traktowane są po macoszemu - organizowane przed lub po lekcjach, a przygotowująca się do matury młodzież woli ten czas poświęcić na coś innego. Zwłaszcza że zdaniem wielu zajęcia są przesączone ideologią i po prostu nudne.

40 proc. badanych twierdzi, że nie mogło dyskutować z osobami prowadzącymi lekcje, które najczęściej przypominały suchy wykład. Co trzeci wskazywał, że treści związane z dojrzewaniem były wprowadzane za późno, np. o miesiączce zaczynano rozmawiać, gdy większość dziewczynek pierwszy okres miała już dawno za sobą. Wiedza o tym, co będzie się działo z ich ciałami, potrzebna była im wcześniej. Niektóre słyszały za to, że "chłopak nie może wiedzieć o waszej menstruacji, będzie obrzydzony i nie będzie chciał się z wami kontaktować".

Wiedzę o antykoncepcji otrzymało tylko 52 proc. badanych, przy czym wiele osób zwracało uwagę na demonizowanie prezerwatyw, a nawet mówieniu, że nie są w stanie zapobiec zakażeniu wirusem HIV. O chorobach przenoszonych drogą płciową mówi się na WDŻ zresztą niewiele. A jedna z badanych miała usłyszeć na lekcji, że najlepszą antykoncepcją jest "aspiryna trzymana między kolanami, bo jak dziewczyna nie rozkłada nóg, to nie ma problemu".

Chcą przerazić, nie nauczyć

Uczestnicy badania skarżyli się też na przestarzałe podręczniki, które powielały stereotypy na temat ról kobiet i mężczyzn, a także orientacji seksualnej. Wielu wspominało za to, że w szkole pokazywano im antyaborcyjny film "Niemy krzyk". Musiały go oglądać nawet ośmiolatki! - Jestem wzburzony, że dzieci i młodzież muszą ten film oglądać - mówił na konferencji Pontonu seksuolog prof. Wiesław Izdebski. - Jego głównym celem jest przerażenie odbiorców, a nie budowanie w nich świadomych postaw.

Równie często powielane były stereotypy na temat odpowiedzialności kobiet, które "prowokują" gwałcicieli strojem lub zachowaniem. A jak mówił jeden z nauczycieli: "dziewczyny muszą dbać o wygląd i być skromne, inaczej mogą zostać prostytutkami". - Niestety, to co młodzi ludzie słyszą w szkole, często wpływa na poczucie wartości. Oni czują się winni, że w ogóle mają seksualność - mówi Józefowska.

Ale nie wszędzie jest aż tak źle. Część badanych wskazywała na pozytywne przykłady np. nauczycieli, którzy podkreślali, że chłopak jest współodpowiedzialny za ciążę, czy nakłaniali do badania piersi.

Nieważne pięć czy pięćset

Raport Pontonu nie jest reprezentatywny, bo w badaniu internetowym brali udział tylko chętni. - Mimo to te informacje kompromitują szkołę i mam nadzieję, że po raz kolejny nakłonią i zmobilizują wielu nauczycieli do zmian - mówił prof. Izdebski. - Choć spadła liczba katechetów uczących tego przedmiotu i potwierdzają to również moje badania, nadal widać, że światopogląd nauczycieli ma duży wpływ na omawiane tam treści, a nie powinien.

- Nieważne czy pięć, pięćdziesiąt czy pięćset osób usłyszy informacje nieprawdziwe lub nieadekwatne do ich potrzeb. To zawsze będzie za dużo. Oni wszyscy zasługują na to, by traktować ich w tym temacie uczciwie i poważnie, a to, że do nas piszą, pokazuje, że dziś są bardzo sfrustrowani - podkreśla Józefowska i zapowiada, że w najbliższych dniach pełna wersja raportu zostanie przekazana do Ministerstwa Edukacji Narodowej.

W Polsce od wielu lat trwa walka o zastąpienie nieobowiązkowego wychowania do życia w rodzinie obowiązkowymi lekcjami edukacji seksualnej. Tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego minister Joanna Kluzik-Rostkowska w rozmowie z "Wyborczą" zapowiadała, że do końca roku powinna mieć badania na temat tego, czego młodzież i rodzice oczekują w tym względzie od szkoły. Równocześnie mówiła: - Nie mam wątpliwości, że takie zajęcia powinny być dobrowolne. Rozumiem, że są rodzice, którzy ze względów światopoglądowych mówią im "nie". Jeśli będziemy ich zmuszać, będzie tylko gorzej. Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Ta sama tolerancja, która nakazuje mi szanowanie mniejszości seksualnych, nakazuje mi szanowanie decyzji rodziny w tej kwestii.
 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 167309 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=