.
  W sprawie tęczy
 
LGBT, nie skończyło się na związkach homoseksualnych, lecz na ich prawach do adopcji dzieci, co zwiększa ryzyko pedofilii"

opublikowano: 20.11.2013

 PAP/Jakub Kamiński

 

Dlaczego kultową już dla niektórych „tęczę” postawiono akurat na Placu Zbawiciela? Chyba dla większości jest już jasne, że miała prowokować i zawłaszczać przestrzeń placu, przy którym stoi kościół pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela. Miała zdominować część publicznej przestrzeni Warszawy symbolem ideologicznego pakietu LGBT, a więc propagandą lesbijsko-homo i biseksualno-transwestycką, zdaje się, że nie kończącą się na tym i tak już dość bogatym zestawie seksualnej inżynierii.

Jak wiadomo, w krajach, w których przyjęto pakiet LGBT, nie skończyło się na związkach homoseksualnych, lecz na ich prawach do adopcji dzieci, co zwiększa ryzyko pedofilii. Ideologia ta przypisuje sobie więc dość pochopnie ten radosny koloryt, jaki ma pokazywać symboliczna tęcza, różnorodność, pogodę i optymizm, którego jednak w swym przesłaniu w istocie nie zawiera, reklamuje się po prostu przy pomocy kolorowego opakowania ukrywającego wątpliwą zawartość. Bo przecież za kolorową, zwodniczą zasłoną kryje się dość ponury przekaz, raczej ciemna strona rzeczy. Ideologia ta preferuje, chce narzucić w istocie pewną pomyłkę natury, która, owszem,  zdarza się, ale przecież nie stanowi reguły, normy jej trwania i rozwoju, bo inaczej świat przestałaby istnieć. Trudno gloryfikować wyjątek kosztem normy, margines kosztem całego społeczeństwa, naginać zasady i sprawdzone wzorce do czegoś, co jest wbrew zwykłemu zdrowemu rozsądkowi i samej naturze. Ideologia ta więc nie tylko nie jest kolorowa i przyjemna, lecz okazuje się podejrzanie niejasna, wręcz ciemna w swych celach i zakusach, a nawet, paradoksalnie, głosi to, co jest przeciwne postępowym hasłom modernizmu, jest w istocie wsteczna, ogranicza bowiem naturalny rozwój. Człowiek zredukowany w niej tylko do płci i seksualności, do biologii i fizjologii, nie może być przecież wzorcem rozwoju, przeciwnie, jest cofnięciem całej tradycji i dorobku ludzkości, pojęcia i praw człowieczeństwa, wypracowanych przez stulecia, porzuceniem jego wewnętrznego bogactwa, które znamy choćby z tradycji historycznej. Jest nawet zaprzeczeniem różnych teorii przyrodniczych, w tym darwinowskiej ewolucji, doskonalenia się, a nie regresu.

Nie jest więc tak wesoło, jakby się wydawało, nie ma się specjalnie z czego cieszyć, przynajmniej w tym względzie, przyjmując tak zwodniczą, choć ładnie wyglądającą ideologię. Nie ma też czego żałować po stracie takiej ideologii, choć być może ludzie ją wyznający wymagają jakiejś tolerancji i współczucia ze względu na swą kondycję, ale pod warunkiem, że nie będą posuwać się do agresji, dominacji, szantażu, awanturnictwa, które często widać w manifestacjach działaczy LGBT. Akurat feralna „tęcza” nie jest więc trafnie wybranym symbolem tej ideologii. Trzeba przypomnieć, że naturalna tęcza jest pięknym, ale chwilowym, efemerycznym zjawiskiem, nie da się jej utrwalić, nad nią zapanować. Żelazna „tęcza” udekorowana plastikowymi kwiatami może być symbolem, ale czegoś przeciwnego, uzurpacji ludzkich żądań wbrew samej naturze i zwykłemu zdrowemu rozsądkowi.

Ciekawe, czy inicjatorzy, a teraz obrońcy „tęczy” wiedzą, że nie są pierwsi w swych zakusach wobec Placu Zbawiciela. Od lat 40., gdy Warszawę odbudowywano z gruzów i ważyło się, czy będzie ona zupełnie nowym, stalinowskim miastem z dominującym Pałacem Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, czy też można będzie odbudować przynajmniej część dawnej stolicy. Plac Zbawiciela był właśnie jednym z głównych obiektów ataku. Ponieważ nie dało się jednak zburzyć kościoła, obstawiono go MDM-owskimi blokami, by go jak najbardziej zasłonić. Zmieniła się ideologia z czerwonej na kolorową, ale cel ataku pozostał ten sam: Kościół, chrześcijaństwo, tradycja narodowa. Plac Zbawiciela ma być zapewne jednym z kilku punktów, które mają wyznaczać przestrzeń zdominowaną, zdobytą w stolicy przez ideologię LGBT. Następne to Zamek Ujazdowski i Centrum Sztuki Nowoczesnej z jego słynnymi ostatnio wystawami, sztuczna palma na Rondzie de Gaulle´a, przyszłe Muzeum Sztuki Nowoczesnej koło Pałacu Kultury.

Samo zniszczenie „tęczy” 11 listopada wydaje się wielce podejrzane i sprzeczne z późniejszymi relacjami i konsekwencjami. Na zachowanych zdjęciach widać, że na zupełnie pustym placu, obstawionym tylko kilkoma samochodami policyjnymi, podpalenia dokonuje najwyżej kilku pojedynczych ludzi. Nawet nie „tłumy chuliganów” albo uczestnicy „Marszu Niepodległości”, na których zrzuci się później całą odpowiedzialność za zniszczenia. Podpalenia dokonuje się pod okiem policji. Co to znaczy? Arogancka i pochopna zapowiedź prezydent Warszawy, że „tęcza” będzie odbudowywana, ilekroć zostanie zniszczona, świadczy o tym, że albo nie rozumie sytuacji i lekceważy część mieszkańców stolicy, co jest zresztą krajową „normą” obecnie rządzących, albo przeciwnie, w przewrotny sposób utrwala sporną sytuację, do tego nie za własne pieniądze. Nie chce rozwiązać problemu, który sam nie zniknie, i zamiast próbować rozwikłania sporu, staje po jego jednej stronie, tym samym  przeciwko części mieszkańców, będąc w ten sposób zakładnikiem ideologii LGBT. Ktoś powinien jej podpowiedzieć, że można łatwo spór rozstrzygnąć, przenosząc „tęczę” z Placu Zbawiciela w jakieś inne, bardziej neutralne, a lepiej strzeżone miejsce, najlepiej przed Ratusz albo Pałac Kultury. Chyba, że wcale nie chodzi o zakończenie sporu.

W tej sytuacji sprawa „tęczy” będzie najbardziej radosna dla firmy, która ma już obietnicę kontraktu na jej stały remont i reaktywację. Czy to ucieszy także inicjatorów, ideologów, a teraz obrońców „tęczy”. Może, ale niech to załatwiają z własne pieniądze.

 

Zainteresował Cię artykuł?
 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 167309 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=