.
  Istota Gender
 

Paweł Bortkiewicz TChr, UAM

 

Ideologia gender - istota i konsekwencje dla duszpasterstwa

 

Problematyka gender przypomina w pewnym sensie inne twory postmodernistycznej destrukcji człowieka – wiadomo, że jest, wiadomo, że występuje w przestrzeni uczelnianej, edukacyjnej i politycznej. Trudniej natomiast o jasne i precyzyjne określenie – czym ona jest, jakie są podstawy doktrynalne tej ideologii.

Można zapewne zakwestionować samo pojęcie „ideologii”, zwolennicy genderyzmu jednoznacznie odcinają się od takiej klasyfikacji, przypisując gender charakter teorii kulturowej, a częściej nawet nowego prawa kulturowego.

Idea gender – trudna do zdefiniowania pozostaje jednak faktem. Dość zauważyć listę placówek naukowych, gdzie studia gender są prowadzone:

  • Uniwersytet Pedagogiczny im. KEN w Krakowie 
  • Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu 
  • Uniwersytet Jagielloński w Krakowie 
  • Uniwersytet Łódzki 
  • Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu 
  • Uniwersytet Szczeciński 
  • Uniwersytet Śląski 
  • Uniwersytet Warszawski 
  • Uniwersytet Wrocławski 
  • Instytut Badań Literackich PAN 
  • Uniwersytet w Białymstoku[1].

Znacząca jest lista osób współtworzących gender studies. Tytułem ilustracji można wskazać radę programową studiów gender na Uniwersytecie Łódzkim: Magdalena Środa, Barbara Labuda, Wanda Nowicka, Kazimiera Szczuka, Danuta Waniek[2]. Wszystkie panie wpisały się w znaczące spory światopoglądowe w Polsce ostatnich lat, jednoznacznie opowiadając się przeciw kulturze życia, jak i przeciw tradycyjnej i autentycznej koncepcji małżeństwa.

Można zatem wręcz mówić o swoistej ekspansji ideologii gender w naszych realiach. To zaś rodzi pytanie o kontekst kulturowy tego stanu rzeczy.

 

  1. Kontekst kulturowy

 

Warto na początku poczynić uwagę dość trywialną. Ostatnia gruntowna diagnoza kondycji małżeństwa i rodziny w dokumentach Kościoła, pochodzi z adhortacji posynodalnej Jana Pawła II ”Familiaris consortio”. Dokument, który powstał w 1980 r. prezentuje złożoność sytuacji małżeństwa rodziny. Kreśli ją jako  rzeczywistość pełną kontrastów. Bardzo wiele analiz kościelnych odwołuje się wciąż do tego dokumentu.

Trzeba jednak pamiętać, że kolejne lata poczynając od 1980 aż po współczesny rok 2013 stanowią ekspansję postmodernistycznej kultury przełomu XX/XXI w.

Czym jest postmodernizm? Nie sposób go w tym miejscu zdefiniować w sposób jednoznaczny, łatwiej natomiast wskazać główne dogmaty teorii postmoderny.

Pierwszym z nich jest  przekonanie, że środowisko ludzkie stanowi system złożony - nieprzewidywalny i niemożliwy do kontroli przez dane statystyczne. Dlatego też  agencje działające wewnątrz środowiska nie mogą być oceniane w kategoriach dysfunkcjonalności bądź funkcjonalności.       

Drugi dogmat, wywodzący się z pierwszego wskazuje, że system złożony środowiska postmoderny jest nie prostym z dwóch powodów. Jednym z nich jest obsesyjnie wręcz podkreślany brak agencji centralnej ustanawiającej cele. Drugim natomiast wymuszona konieczność, by środowisko było zaludnione przez dużą liczbę agencji. Prof. R. Legutko zauważył kiedyś, że to właśnie dlatego, w sytuacji barku jednego autorytetu: „Postmoderniści, podobnie jak liberałowie, mają skłonność do tego, co alternatywne, inne, ekscentryczne, pozasystemowe, kontrkulturowe... interesują ich głosy szaleńców, feministek, homoseksualistów, buntowników, dewiantów, odtrąconych”.

Odrzucenie struktur społecznych służy pełnej samorealizacji człowieka. „Autonomia oznacza, że podmioty działania są jedynie częściowo, jeżeli w ogóle, ograniczone w dążeniu do czegokolwiek, co zostało ustanowione jako ich cele. W dużym stopniu są one wolne w swym dążeniu do doskonałości nieliczącym się z możliwościami organizacyjnymi i dostępnymi zasobami”[3].

Brak stałych struktur społecznych, które mogłyby ograniczać  absolutystycznie pojmowaną autonomię podmiotu, ma swoje konsekwencje. W takiej przestrzeni pojawia się charakterystyczny kryzys prawdy – kryzys pojęć, o którym dobitnie pisał Jan Paweł II:

Nikt nie może zaprzeczyć, że epoka ta jest czasem wielkiego kryzysu, a jest to na pierwszym miejscu „kryzys prawdy”. Kryzys prawdy — to znaczy naprzód kryzys pojęć. Czy bowiem pojęcia takie, jak: „miłość”, „wolność”, „dar bezinteresowny”, a nawet samo pojęcie „osoby” i w związku z tym także „prawa osoby” — czy pojęcia takie istotnie znaczą to, co wyrażają? Dlatego tak ważna się stała dla Kościoła i świata — przede wszystkim na Zachodzie — Encyklika o „blasku prawdy” (Veritas splendor). Jeżeli prawda o wolności, o komunii osób w małżeństwie i rodzinie odzyska swój blask, wówczas cywilizacja miłości może się urzeczywistniać i można będzie skutecznie mówić — wraz z Soborem — o „popieraniu godności małżeństwa i rodziny”.

Dlaczego „blask prawdy” jest tak ważny? Ważny jest przez kontrast, gdyż rozwój współczesnej cywilizacji pozostaje związany z postępem naukowo-technicznym w sposób często jednostronny. Chodzi o charakter czysto pozytywistyczny tego rozwoju. Owocem pozytywizmu poznawczego jest agnostycyzm, gdy chodzi o teorię, natomiast w dziedzinie działania i moralności - utylitaryzm. W naszych czasach historia poniekąd się powtarza. Utylitaryzm to cywilizacja skutku, użycia - cywilizacja „rzeczy”, a nie „osób”; cywilizacja, w której osoby stają się przedmiotem użycia, podobnie jak używa się rzeczy. (LdR 13)

Klimat postmoderny stanowi ostatecznie wygodną niszę, w której dokonuje się destrukcja małżeństwa i rodziny. Rzeczywistość małżeńska i rodzinna nabiera znamion czegoś dwuznacznego. Pierwszą obserwacją dotyczącą tych fundamentalnych pojęć i struktur jest to, że obserwujemy dzisiaj czas niejasności względem instytucji rodziny.

Warto w tym miejscu odwołać się od pewnej dychotomii rozumienia wolności i autonomii na przestrzeni ostatnich wieków. Goethe w Fauście jednoznacznie wskazuje, że  współczesny mu duch miał charakter prometejski. Jak wiadomo, Faust dzięki paktowi z szatanem osiąga panowanie nad najtajniejszymi arkanami życia. Technika, którą dysponuje Doktor staje się jednoznacznie narzędziem dominacji człowieka nad nieokrzesaną naturą. To, na co warto zwrócić uwagę, że w dramacie Goethego, Mefistofeles jawi się jako  realny byt, który wypełnia swą funkcję kusiciela poprzez panowanie nad naturą i życiem.

Parafrazą dramatu Goethego stał się w w XX wieku utwór Tomasza Manna. W Doktorze Faustusie, pisarz kreśli kontrast pomiędzy nowoczesnością i post-nowoczesnością w ludzkim duchu. Adrian Leverkühn, udręczony geniuszem muzycznym, również zawiera pakt z diabłem - osiągnąć wyżyny sztuki, zgłębić jej tajniki niemniej przepastne niż tajemnice natury. Ale jego demon różni się od Mefistofelesa - jest zdecydowanie dwuznaczny. Zostajemy wówczas z pytaniem otwartym: czy kusiciel jest bytem rzeczywistym, czy też wytworem halucynacji?

Niejasność sytuacji  w Doktorze Faustusie – jest swoistą metaforą niejasności kultury współczesnej. Istotnie, trudno jest dzisiaj rozróżnić naturalność i sztuczność, patologię i normę, normalność i anormalność. Dzisiejsza kultura jest  osadzona w dwuznaczności.

A jedną z jej cech charakterystycznych jest swoista „słabość” myśli, „zaciemnienie” percepcji rzeczywistości i nade wszystko - istotne trudności dzisiejszego człowieka w rozpoznaniu własnej prawdy wewnętrznej. Jest to rzeczywistość, o której Dietrich von Hildebrandt odsłaniał jako „ślepotę na wartości”.

Ten kontekst, to tło kulturowe, wydaje się niezbywalnie ważne dla zrozumienia niektórych najbardziej niepokojących zjawisk trapiących rodzinę w dzisiejszych czasach.

 

  1. Radykalny feminizm

 

W przestrzeni niejasności, odrzucania stabilnych podstaw cywilizacyjnych, zakwestionowania obiektywnej prawdy – pojawił się znaczący nurt myślenia feminizmu kulturowego, znanego też, jako radykalny feminizm. Feminizm radykalny analizuje w punkcie wyjścia męską dominację ucisku kobiet w społeczeństwach ułożonych według patriarchalnej struktury. Ten właśnie „ucisk” ma charakter archetypiczny – decyduje o supremacji jednej płci nad drugą we wszystkich dziedzinach życia człowieka od polityki poprzez gospodarkę, kończąc na kulturze. Poprzez podporządkowanie kobiet mężczyznom, stały się one – według feministek - słabszą częścią społeczeństwa o znacznie mniejszych prawach. Ruch ten postuluje całkowite zniesienie wszelkich struktur hierarchicznych w społeczeństwie, jak i zaprzestanie męskiej dominacji, która jest przyczyna wszelkiej maści konfliktów.

Podstawowym założeniem feminizmu radykalnego jest hasło „to, co osobiste, jest polityczne”, co oznacza, że prywatne doświadczenie kobiet nie jest dziełem przypadku, ale systemu społecznego i politycznego, w jakim żyje kobieta[4].

Przypisanie tak znaczącej roli strukturom i systemom wsparte jest przez charakterystyczne etykietowanie tychże instytucji i zachowań. Dlatego też pojawia się tutaj silna tendencja do tłumaczenia większości zjawisk kategoriami płci i seksizmu. Pojęcia centralne, słowa - klucze feminizmu radykalnego to „gwałt” i „niewolnictwo”. Wyjściem z tak pojętej alienacji musi być cielesne i duchowe wyzwolenie kobiet. Feminizm radykalny zajmuje się właściwie tylko kobietami i seksualnością, nie bierze pod uwagę chociażby warunków socjalnych, przez co stoi w opozycji do np. feminizmu anarchistycznego, socjalistycznego czy czarnego. W swoim założeniu zakłada on, iż kobiety są uznawanie za niszą, a za tym idzie za gorszą grupę społeczeństwa. Radykalizm tego myślenia stanowi nawoływanie do duchowego i cielesnego wyzwolenia kobiet, zajmując się właściwie tylko i wyłącznie kobietami i seksualnością zapominając o innych czynnikach tworzących przestrzeń społeczna, jak chociaż warunki socjalne.

Nietrudno zauważyć, że u źródeł tego lewackiego myślenia i tej propozycji stanowiącej prostą trawestację prymitywnego komunistycznego liberalizmu leży myśl F. Engelsa i jego analiza powstania rodziny. Klasyk pisał: „W historii za pierwszorzędny antagonizm należy uznać antagonizm między mężczyzną i kobietą w monogamicznym małżeństwie, a za pierwszorzędny ucisk - ucisk kobiety przez mężczyznę”[5].

W latach 70. do ruchu feministycznego dołączyli  radykałowie, którzy szczególnie mocno zaakcentowali wizerunek kobiety – jako prototypu „klasy uciskanej", a małżeństwo i „obowiązkowy heteroseksualizm: jako narzędzia ucisku.

W konsekwencji celem rewolucji feministycznej stało się z jednej strony usunięcie przywilejów mężczyzn – (działanie wymierzone przeciw mężczyznom), ale z drugiej strony chodziło także o wyeliminowanie różnicy między płciami (to działanie okazało się z kolei skierowane przeciw macierzyństwu).

Aby do tego doprowadzić, zaczęto głosić w ideologii „gender”, że role, jakie odgrywają kobieta i mężczyzna, zależą od kultury i historii. Twierdzono na przykład, że teza o macierzyńskich uczuciach w sercu kobiety, jako wyrazie uczuć naturalnych jest ewidentnym mitem. Nie ma czegoś takiego, jak naturalne uczucia macierzyńskie. One pojawiają się dopiero na pewnym etapie historii.

Zakwestionowaniu natury i tego, co stanowi wyraz owej naturalności, towarzyszyło zarazem proklamowanie znaczenia historycznych ról społecznych. O ile jednak, to, co naturalne charakteryzuje się (charakteryzowałoby się) stabilnością, powszechnością i niezmiennością, o tyle role mężczyzny i kobiety mogą być wymienne.

Stąd wyrasta postulat przeprowadzenie nowej walki klas, a dokładniej nowej rewolucji kulturalnej, która zniesie wszelką odmienność, różnice. Oczywiście, proklamatorzy tego postulatu byli w pełni świadomi, iż takie działanie zniszczy rodzinę, skoro opiera się ona na komórce heteroseksualnego małżeństwa.

Płynność, labilność, zmienność ról społecznych oznacza zarazem przypisanie podobnej zmienności tradycyjnym normom zachowań seksualnych – rewolucja feministyczna ogłasza, że wszystkie typy zachowań seksualnych będą dozwolone.

Jednym z istotnych problemów, z jakim zmagał się radykalny feminizm, było macierzyństwo. Traktowano je jako istotę ucisku kobiet. Podobnie drastycznym wyrazem tego ucisku miało być wychowywanie dzieci. Z takich koncepcji już tylko krok prowadził do aborcji na żądanie, propagowania antykoncepcji, całkowitej wolności seksualnej, zatrudnienia kobiet i przetrzymywania dzieci we wspomaganych przez państwo żłobkach. Wszystkie te elementy tworzyły praktyczną realizację nowego manifestu lewackiego – manifestu wyzwolenia kobiet.

Przykładowo, Nancy Chodorow w swojej pracy The Reproduction of Mothering[6] wskazywała jako wolę radykalnych feministek pragnienie tego, aby dzieci żyły bez rodziny.

Nowy feminizm uporczywie i drastycznie zmierzał do tego, by znieść rodzinę biologiczną, tak by ludzkość mogła powrócić do swej naturalnej, wielopostaciowej i perwersyjnej seksualności.  

 

  1. Pojęcie „gender”

 

Na pewnym etapie walki radykalnego feminizmu z rodziną, ludzie promujący rewolucję przeciwko rodzinie podjęli problem nie tyle samej walki ze stereotypami, archetypami ucisku, co z zagadnieniem tego, jak wyeliminować „klasy płciowe” (sex classes) - uwarunkowane biologicznymi różnicami między kobietą i mężczyzną?

Pomocą w tym zakresie stały się tezy dr. Johna Moneya z Hopkins University w Baltimore (USA).

Jego definicja płci nawiązuje do rozumieniu różnic płciowych między ludźmi. Według Money’a, fakt, że jedna płeć produkuje komórki jajowe a inna płeć produkuje plemniki  jest nieredukowalne kryterium różnicy płci. Jednak są jeszcze inne różnice pochodne płci , które następują w wyniku tej podstawowej dychotomii[7].

Uwzględniając to zróżnicowanie płci, Money podkreślał nowoczesną rolę płci , którą jego zdaniem należy odróżnić od pojęcia bardziej tradycyjnego. Według Money’a płeć obejmuje nie tylko status człowieka jako mężczyzny lub kobiety, ale przede wszystkim jest przedmiotem osobistego uznania, wynikiem presji społecznej lub determinacji prawnej. Rozróżniając rolę płci od tożsamości płciowej, Money ukuł nowy termin: Gender-Identity/Role .

Do lat 50. słowo „gender” stanowiło włącznie termin gramatyczny (określający czy wyraz jest rodzaju męskiego, żeńskiego, czy nijakiego). Doktor John Money wprowadzając termin gender identity, przedefiniował ten termin. Miał on służyć wskazaniu, czy dana osoba czuje się mężczyzną, czy kobietą. Zgodnie z zasygnalizowanymi wyżej koncepcjami Money’a, gender identity było zależne od tego, jak dziecko było wychowywane. Czasami mogło różnić się od płci biologicznej.

Idea Money’a trafiła na podatny grunt. W czasie jemu współczesnym, Kate Millet w swojej książce Sexual Politics pisała m.in.: „... nie ma różnicy między płciami w chwili urodzin. Osobowość psychoseksualna jest więc czymś wyuczonym po narodzeniu”[8].

Idea płci (gender) potraktowana jako wytwór społeczny doskonale wpisała się w teorie feministyczne. Pomogła sprawić, że priorytetem ruchu feministycznego była już nie walka z polityką, a walka z ideami ukazującymi różnice między kobietą i mężczyzną oraz akcentującymi zasadniczą rolę kobiety w sferze wychowawczo-opiekuńczej.

Idea gender  dokonała też znaczącego kroku w lewackim procesie „wyzwolenia”. Można zauważyć, że dokonało się przejście od wyzwolenia z dyskryminacji kobiet do wyzwolenia z roli bycia kobietą.

Ten proces jest dramatyczni zauważany w dokumentach międzynarodowych.

I tak, do 1990 r. w dokumentach ONZ-etu kładziono nacisk na wyeliminowanie wszelkich form dyskryminacji kobiet. Jednak w latach 90. to problem gender zajął główne miejsce. W broszurze ONZ-owskiej agencji INSTRAW, zatytułowanej Gender Concepts, pojęcie gender definiowane jest jako: „system ról i stosunków między kobietą i mężczyzną, który nie jest zdeterminowany biologicznie, lecz zależy od kontekstu społecznego, politycznego i gospodarczego. Tak jak płeć biologiczna jest dana, tak gender jest wytworem”[9].  

Pojęcie gender zostało tez mocno osadzone na Światowej Konferencji ONZ poświęconej kobiecie, w Pekinie w 1995 r. W końcowym tekście Konferencji, pt. Platforma Działania (Platform for Action), czytamy: „W wielu państwach różnice między osiągnięciami i zajęciami mężczyzn oraz kobiet nadal jeszcze nie są uznawane jako konsekwencje społecznie stworzonych ról gender, lecz niezmiennych różnic biologicznych"[10].

Przy okazji trzeba wspomnieć, że konferencja w Pekinie zmieniła całkowicie znaczenie pojęcia „rodzina”. Jakkolwiek przyzwolono  na to, że pojęcie to może jeszcze oznaczać rodzinę tradycyjną (mąż, żona i ich dzieci), ale wskazano jako na równouprawnione z rodziną - związki homoseksualne, lesbijskie oraz tak zwane rodziny monorodzicielskie, na przykład „rodzinę” składającą się z kobiety, która pozwala, by ojcem jej dziecka był jakikolwiek mężczyzna, lub która adoptuje dziecko i wychowuje je sama.  W ten sposób rodzina stała się polimorficzna a raczej – amorficzna.

Taka nowa definicja rodziny zagościła w innych dokumentach ONZ: „Rodzina to środowisko rozszerzone, w którym podejmuje się decyzje dotyczące zdrowia”.[11]

Nietrudno dostrzec, że decyzje dotyczące zdrowia są integralnie sprzężone z decyzjami dotyczącymi zabijania nienarodzonych, zwanego eufemistycznie eliminacją płodów, zarodków, materiału biologicznego.

 

  1. Ideologia „gender” jako nowy totalitaryzm - nowa postać alienacji człowieka

 

Ideologia gender,  w całej swojej złożoności i zarazem prostocie przekazu wskazuje jednoznacznie na podstawową, elementarną aberrację antropologiczną. Odsłania zarazem perfidny i zbrodniczy plan polityczny wymierzony w przyszłość ludzkości.

Nie trudno dostrzec, że ideologia gender stawia poza ramami tożsamości antropologicznej i osobowej wszystkie treści ontyczne i aksjologiczne, które budują substancję rodziny. W ten sposób odrzuca koncepcję rodziny:

  • jako fundamentalnej komórki społeczeństwa,
  • jako podstawowej "ikony", w której ludzkość rozpoznaje swoją tożsamość wyłaniającą się z tajemnicy stworzenia

Ta sama ideologia staje się też istotnym narzędziem w planach politycznych pewnych tajnych organizacji. Dąży do pozbawienie człowieka jego osobowej podmiotowości. A taki człowiek staje się bardzo łatwym przedmiotem manipulacji. Doprowadza także logicznie i konsekwentnie do realnej, jedynie realnej alienacji osoby, na podobieństwo alienacji  komunistycznej.

Wreszcie, dąży do całkowitego podporządkowania sobie osoby ludzkiej przez poddanie zewnętrznemu sterowaniu całej struktury poznawczej, emocjonalnej i wolitywnej zakorzenionej w płciowej konstytucji bytu ludzkiego.

Co to oznacza w konsekwencji?

Gender dąży do rozbicia i zniszczenia całej duchowej i antropologicznej podstawy identyfikacji człowieka jako ojca, matki, syna, córki, brata, siostry. Owa destrukcja dokonuje się poprzez ugodzenie w niezbywalne dotąd wartości człowieka - przez wzajemne przeciwstawienia i rozdzielenie konstytutywnych elementów małżeństwa i rodziny, jakimi są: miłość i płodność.

Nowo określona „miłość”  staje się jedynie przelotną rozrywką, poddaną zresztą prawom polityki i ekonomii państwowej. W tej perspektywie zarazem, płodność jest niepotrzebnym dodatkiem i przeszkodą do realizowania egoistycznych planów. Ciało ludzkie naznaczone symbolem płciowości, staje się zwykłą rzeczą tego świata, poddaną administracji państwa. Wymownym symbolem tego procesu pozostają sterylizacje wymuszone decyzjami politycznymi czy ekonomicznymi[12].

 

 

Oczywiście, plany poddania państwu całego mechanizmu płodności, a także całej rzeczywistości płci – nie są czymś nowym. Ich zalążki można odnaleźć już w filozofii Platona i jego koncepcji państwa. Jednak to ustroje totalitarne XX wieku  podjęły konsekwentnie plan niszczenia rodziny jako głównego gniazda oporu przeciw totalitaryzmowi. Życie miało być właśnie jedno z „rzeczy”, która podlega wyłącznej kompetencji państwa. System państwowy miał zarządzać ową „rzeczą” przy pomocy grupy ekspertów. Specyficznym osiągnięciem tego totalitaryzmu pozostaje zdolność „produkowania” człowieka.

W tym nurcie totalitaryzmu i jego walki z rodziną należy postrzegać ideologię gender jako wyraz zintensyfikowanej destrukcji.  W takiej perspektywie nie może dziwić, że w ramach doradczego spotkania ONZ Population Found, w dokumencie Division for the Advance of the Women znalazły się zalecenia: „Ażeby być efektywnymi na dłuższą metę, programy planowania rodziny powinny dążyć nie tylko do tego, by zmniejszyć rozrodczość rodzajów – gender – dziś istniejących, ale przede wszystkim zmieniać te rodzaje, by ograniczyć rozrodczość”.[13]

 

  1. Konsekwencje ideologii gender

 

Podstawową konsekwencją omawianej lewackiej ideologii jest całkowite odrzucenie zasad moralnych rządzących życiem małżeńskim i rodzinnym. Oznacza to zarazem zbarbaryzowanie kultury, depersonalizację  i dehumanizację wszelkich odniesień międzyludzkich. W to miejsce promuje się nową wizję życia. Istotą tej nowości jest radykalne odcięcie „seksu” od wszelkiej relacji do miłości, małżeństwa, wierności, odpowiedzialności rodzicielskiej. Oznacza to autonomizację sfery seksualnej, wbrew elementarnej prawdzie antropologicznej jaka jest zakorzeniona w tajemnicy stworzenia.

Dezintegracja osoby ludzkiej oznacza w konsekwencji dezintegrację podmiotu praw osoby ludzkiej. W zamian proponuje się tzw. „nowe prawa człowieka” ustanawiane na zasadzie konwencji. Ich przykładem może być np. konferencja ONZ 5-10czerwca 2000 roku w  Nowym Jorku, w ramach której zaproponowano „prawa człowieka”, takie jak m.in.:  traktowanie własnej płci jako zjawiska antropologicznie nieokreślonego (gender); ) prawo do wyboru własnej „orientacji seksualnej”, a także do jej zmiany; prawo do dowolnego kształtowania i interpretowania modelu rodziny /pluralizm modelu rodziny;  prawo do usług medycznych zwłaszcza w odniesieniu do kobiety - z tytułu troski o tzw. „zdrowie reprodukcyjne”.

Wspomniane „prawa” wpisują się w ewidentnie bezprawne zjawiska przeciwne rodzinie. Faktycznie oznaczają w konsekwencji zmniejszenie pomocy państwowej na rzecz rodziny. Mogą się przyczynić bezpośrednio do spadku wskaźnika zawieranych małżeństw i najogólniej ujmując – do dewaloryzacji macierzyństwa.

Jeśli dostrzeże się istniejącą dzisiaj kruchość małżeństwa, sprzyjanie zjawiskom wykluczenia, to w takiej perspektywie - kryzys rodziny wywołuje destrukcję i niszczy naturalne więzy solidarności. O ile wcześniej, rodzina była sojusznikiem solidarności, o tyle współcześnie, odstawy instytucji rodziny są chwiejne. To zaś powoduje, że solidarność zanika.

Szczególnie jednak niebezpiecznym wydają się być inspirowane gender kampanie mające na celu pomieszanie pojęć. Z jednej strony słowa „małżeństwo” systematycznie unika się ostatnio w wielu dokumentach krajowych i międzynarodowych, z drugiej strony silne grupy nacisku nalegają na użycie określenia „małżeństwo” w stosunku do związków homoseksualnych.  

To wszystko sprawia, że zauważalna jest znacząca trudność w zdefiniowaniu pojęcia „rodziny”, które mogłoby być uznane w międzynarodowym prawie publicznym.

 

  1. Zakończenie - pytanie o nadzieję w kryzysie

 

Przywołane pomniki literatury światowej pióra Goethego i Tomasza Manna ukazują ważny współcześnie problem – przechodzenia od kultury kontrastów do kultury niejasności. Ta niejasność, wpisuje się w klimat postmodernistycznego chaosmosu. To, co wydawało się być stabilne i jednoznaczne – pojęcie małżeństwa i rodziny, ulega na naszych oczach dewastacji.

Konstatacje tego stanu rzeczy mogą skłaniać do pesymizmu i zniechęcenia.

Należy jednak podkreślić, że istnieje „milcząca większość”, która nadal rozumie znaczenie problemu. Ta milcząca większość, w głębi serca uznaje rzeczywistość małżeństwa i rodziny oraz interpretuje je jako wartość pozytywną, którą faktycznie stanowią.

Wśród współczesnych z trzeciego tysiąclecia nadal cenione jako dobro są takie wartości, jak:

  • stabilizacja małżeńska,
  • dążenie do wieczności prawdziwej miłości między kobietą a mężczyzną,
  • wartość poświęcenia w życiu małżeńskim,
  • piękno posiadania dzieci.

Wartości te tworzą autentyczne dobro rodziny i życia. Można je traktować jako solidną podstawę nadziei.

Nie zmienia to jednak w niczym potrzeby wspierania czynnego owej „milczącej większości”, uzdolnienia jej do głosu.

Niezapomnianym pozostaje przesłanie Kościoła, nawet jeśli było wyrażone w latach 90. ubiegłego wieku:

Dobro wspólne rodziny urzeczywistnia się w nowo narodzonym. Tak jak dobro wspólne małżeństwa urzeczywistnia się poprzez miłość oblubieńczą, która gotowa jest dawać i przyjmować nowe życie — tak dobro wspólne rodziny urzeczywistnia się przez tę samą oblubieńczą miłość spełnioną w nowo narodzonym. W genealogię osoby wpisana jest genealogia rodziny. Upamiętnią to zapisy w księgach parafialnych, w księdze chrztów, ale akt ten jest już tylko pochodną, jest społeczną konsekwencją faktu, „że się człowiek narodził na świat” (J 16,21).

Czy to prawda, że stał się darem dla rodziców? Darem dla społeczeństwa? Pozornie nic nie zdaje się na to wskazywać. To, że narodził się człowiek, wydaje się zwykłym faktem statystycznym, który rejestruje się jak tyle innych faktów. Przelicza się ten fakt w cyfrach i bilansach demograficznych. Z pewnością dziecko oznacza dla rodziców nowy trud, nowy zasób potrzeb i kosztów. Stąd też pokusa, ażeby go nie było. Pokusa bardzo mocna w niektórych środowiskach społecznych i kulturowych. Czy więc nie jest ono darem? Czy tylko przychodzi zabierać, nie dawać? Te pytania to myśli natrętne, od których z trudem wyzwala się współczesny człowiek. Dziecko przychodzi zająć miejsce, którego i tak coraz mniej jest na świecie. Czy jednak naprawdę niczego nie wnosi do rodziny i społeczeństwa? Czyż nie jest „cząstką” tego wspólnego dobra, bez którego ludzkie wspólnoty rozpadają się i umierają? Trudno temu zaprzeczyć. Dziecko obdarowuje sobą rodzinę. Jest darem dla rodzeństwa i dla rodziców. Dar życia staje się równocześnie darem dla samych dawców. Nie mogą nie odczuć jego obecności, jego uczestnictwa w ich życiu, tego, co wnosi do dobra wspólnego małżeństwa i wspólnoty rodzinnej. Poprzez wszystkie meandry ludzkiej psychologii prawda ta pozostaje oczywista w swej prostocie oraz w swej głębi. Człowiek jest dobrem wspólnym każdej ludzkiej społeczności. Jest on też — jak już przypomniano — „drogą Kościoła””[14].

 

 

 

Mamy niewątpliwie do czynienia z czasem niejasności i banalizacji dotykającej rodzinę i życie. Oznacza to w konsekwencji niszczenie  dobra wspólnego. Dlatego nie może być żadnej formy zrozumienia dla lewackiej ideologii gender. Walka z tą ideologią, osadzoną głęboko w strukturach politycznych, międzynarodowych, jak i rodzimych – polskich, nie jest walką beznadziejną. Ta walka może współbrzmieć z „milczącą większością”, która nadal w głębi serca uznaje rodzinę i życie za dobro. Nade wszystko zaś jest wsparta błogosławieństwem samego Stwórcy.

 

 

 

[1] Gender studies, w: http://pl.wikipedia.org/wiki/Gender_studies [stan z maja 2013]

[2] Por. http://www.gender-studies.pl/ [stan z maja 2013]

[3] Z. Bauman. Socjologiczna teoria postmoderny. W: Postmodernizm w perspektywie filozoficzno-kulturoznawczej. Red. A. Zeidler-Janiszewska. Warszawa 1991 s. 13.

[4] Por. R. Putnam Tong, Myśl feministyczna. Wprowadzenie., wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2002, s. 64-123

[5] F. Engels, Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa. W związku z badaniami Lewisa H. Morgana. http://www.marxists.org/polski/marks-engels/1884/pochodzenie/10.htm#071 [stan z maja 2013]

[6] The Reproduction of Mothering: Psychoanalysis and the Sociology of Gender, Berkeley, University of California Press 1978.  

[7] Por. J. Money, A Standardized Road-Map Test of Direction Sense, Academic Therapy Publications 1972; tenże, Gay, Straight, and In-Between: The Sexology of Erotic Orientation. New York Oxford University Press 1988.

[8] http://www.marxists.org/subject/women/authors/millett-kate/theory.htm [stan z maja 2013]

[9] Por. http://www.wunrn.com/news/2007/04_07/04_09_07/041907_instraw.htm, http://www.peacewomen.org/assets/file/Resources/UN/un-instraw_gendertrainingpk_2007.pdf; http://nirapad.org/admin/soft_archive/1308633754_Overcoming%20the%20Gender%20Digital%20Divide.pdf [stan z maja 2013]

[10] http://www.un.org/womenwatch/daw/beijing/platform/ [stan z maja 2013]

[11] Za: Rodzina dziś i jutro, http://perso.infonie.be/le.feu/ms/cpl/rodzinpl.pdf s. 3 [stan z maja 2013]

[12] Por. „były prezydent Alberto Fujimori (1990 – 2000), skazany na 25 lat więzienia za łamanie praw człowieka, pod presją Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego próbował ograniczyć drastycznymi metodami dzietność indiańskich wieśniaczek mających zwykle od sześciorga do dziesięciorga pociech. W latach 1996 – 2000 wysterylizowano w Peru około 300 tysięcy kobiet. Większość nie wiedziała, że podpisuje zgodę na sterylizację, inne pracownicy służby zdrowia przekonali do poddania się zabiegowi podwiązania jajowodów, obiecując im w nagrodę żywność.

Niektóre do dziś cierpią z powodu niefachowo wykonanych operacji. Sprawa trafiła do Międzyamerykańskiego Trybunału Praw Człowieka. Według wielu badaczy władze Peru dopuściły się  ludobójstwa: wszystkie ofiary to ubogie indiańskie wieśniaczki, analfabetki.

Z kobietami oszukanymi przez pracowników peruwiańskiego Ministerstwa Zdrowia rozmawiał specjalny wysłannik hiszpańskiej gazety „El Publico". „Nie chciałam poddać się tej operacji, chociaż nie wiedziałam, że już nigdy więcej nie będę mogła mieć dzieci, nie powiedzieli mi tego. Obiecywali jedzenie, lekarstwa, ale nigdy nic z tego nie zobaczyliśmy, tylko cierpienie" – opowiadała 50-letnia Cléofil Neira, która przed sterylizacją urodziła siedmioro dzieci. Także Stany Zjednoczone finansowały „dobrowolną chirurgiczną antykoncepcję" w Peru za pośrednictwem agencji ds. międzynarodowego rozwoju USAID. „Nie było w tym nic dobrowolnego. Większość była zmuszana lub nabijana w butelkę za parę kilogramów ryżu czy cukru" – zapewniała obrończyni praw człowieka Josefa” http://www.rp.pl/artykul/646803.html?print=tak [stan z maja 2013].

 

[13] Division for the Advance of the Women, Gender Perspective in Family Planning Programs.

[14] Jan Paweł II, List do Rodzin, nr 11.

 

Paweł Bortkiewicz TChr, UAM


w:
http://krkk.pl/

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 173125 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=