.
  Kozłowska-Rajewicz: Nie ma zmuszania dzieci do przebierania się w sukienki i malowania paznokci!
 

Nie ma zmuszania dzieci do przebierania się w sukienki i malowania paznokci! [LIST]

...

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, minister ds. równego traktowania 2014-01-13, ostatnia aktualizacja 2014-01-13 17:10:52

Wszystkim nam zależy na tym samym. Żeby rodzina była mocna i nikomu nie działa się krzywda. Rozmawiajmy o tym, jak zrobić to razem. Nie oskarżajmy się, tylko zacznijmy dialog. Spróbujmy zostać sojusznikami. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, minister ds. równego traktowania, odpowiada Marcinowi Przeciszewskiemu, szefowi KAI.

Szef KAI szybko zareagował na wywiad ze mną, poruszony tym, że nie mogłam znaleźć przedszkola, w którym chłopcy są zmuszeni do zakładania różowych sukienek. Na dowód ich istnienia przywołuje publikacje z ''Wyborczej'' oraz prawicowych portali, które podejmowały temat gender. Ja pozwoliłam sobie zajrzeć do obu istniejących wersji programu "Równościowe przedszkole". Tej bardziej radykalnej z roku 2007 i obecnie stosowanej, której prawicowe portale nie cytują (lepiej trzymać się bardziej wygodnej historii). Skontaktowałam się też z oboma przywoływanymi w przykładach przedszkolami. Zdaje się, że ta wielka wojna dotyczy dwóch powtarzanych do znudzenia przypadków. Tam, gdzie dzieci malowały paznokcie wychowawczyni oraz gdzie chłopcy byli ubrani w sukienki.

Zmuszania nie było. Malowanie paznokci wychowawczyni miało pokazać, że ta skrajnie kobieca czynność z jednej strony jest atrybutem kobiet, z drugiej strony leży, w sensie technicznym, w zakresie umiejętności obu płci. Rodzice wiedzieli i nie protestowali, bo to fenomen programu "Równościowe przedszkole", z wyjątkiem trójki przestraszonych rodziców z Rybnika, w tej, jak mówią antygenderowcy, ogromnej, nieogarniętej nieomal liczbie przedszkoli z programem gender. Rodzice dzieci znają program i go akceptują, a protestują całkiem inni, którzy nie lubią równości i protestują generalnie, a nie w odniesieniu do swoich dzieci.

Ostracyzm społeczny na wszystko, co związane z gender

Jaki sens może mieć malowanie paznokci w ramach zajęć równościowych, przekonałam się w poprzedniej kadencji. Przyszłam do telewizji do programu i w charakteryzatorni zobaczyłam mężczyznę, więc zapytałam, kiedy przyjdzie makijażystka. Pan grzecznie odpowiedział, że on będzie mnie malował. Na moje dalsze zdziwienie trochę się zirytował i oświadczył: - Jestem zawodowym wizażystą i makijażystą, ale jeśli przeszkadza pani ze jestem mężczyzną, zawołam koleżankę.

Oczywiście natychmiast zaprotestowałam, zła na swój brak wyobraźni. Moja reakcja była dla mnie jakąś wpadką, ale i ilustracją, że stereotypowe myślenie dotyka nas wszystkich bez względu na wiek i płeć, a nawet zawód. Potem już nie dziwiłam się na widok mężczyzn, którzy mnie lub interlokutorowi robili makijaż do programu.

Czy malowanie paznokci w związku z tym powinno być obowiązkowym zajęciem w przedszkolu? Oczywiście nie. Taki pomysł miała wychowawczyni prowadząca zajęcia równościowe i go zrealizowała. Bo program "Równościowe przedszkole" nie ma obowiązkowych scenariuszy zajęć. Piszą je prowadzący zajęcia i dzielą się nimi. Jedne są bardziej trafne, inne mniej, podobnie jak to jest z pomysłami na zajęcia z fizyki czy przyrody. Pierwszymi recenzentami tych zajęć są dzieci i rodzice. Oraz kuratorium oświaty, które uważnie przyglądało się programowi i nie dopatrzyło się żadnych wywrotowych treści. Za to obrońcy moralności przyczynili się do społecznego zaszczuwania nauczycieli prowadzących zajęcia, bo uprawiana przez miesiące kampania oszczerstw zaczyna przynosić owoce w postaci ostracyzmu społecznego i na wszelki wypadek dystansu wobec wszystkiego, co ma w tytule lub treści słowa gender, równość, równouprawnienie.

Zadanie to "wychować dziewczynki na prawdziwe kobiety, a chłopców na prawdziwych mężczyzn"?

Ale choć szef KAI zaczął od przebieranek, mnie w jego odpowiedzi poruszyło co innego. A mianowicie stwierdzenie, że zadaniem przedszkola i rodziny jest "wychować dziewczynki na prawdziwe kobiety, a chłopców na prawdziwych mężczyzn". Niestety, nie wyjaśnił, co to znaczy dla niego, ojca czwórki dzieci, być prawdziwym mężczyzną, prawdziwą kobietą, ani czy Kościół ma ujednolicone stanowisko w tej sprawie. Bo Polki i Polacy myślą o tym bardzo różnie. Jak myślą? To właśnie badają naukowcy zajmujący się gender, bo męskość i kobiecość wbrew przekonaniom Kościoła wynika nie tylko z biologii, ale także z kultury. Np. mój syn rośnie na wspaniałego mężczyznę. Nie boi się gender, lubi gry i filmy, gdzie są nie tylko bohaterowie i herosi, ale także bohaterki i heroski. Brzydzi go homofobia, śmieszą podejrzenia, że wielbiciele Hello Kitty czy Harry'ego Pottera mają jakieś związki z satanizmem. Wychował się na Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, więc oburzają go wypowiedzi polityków o rzekomej demoralizacji sianej przez Jurka Owsiaka. To duży, silny chłopak. Mimo "przesiąknięcia genderem" chce, kiedy dorośnie, mieć dom z ogródkiem i psem i gromadkę dzieci z wybranką swego serca. Jak większość młodych Polaków.

Możliwe, że szef KAI wychowuje swoje dzieci inaczej i inaczej rozumie męskość. Ale czy rozumienie jak wyżej to naprawdę zagłada cywilizacji? Bo na pewno nic złego dla demografii. Mamy twarde dane i wiemy, że równość poprawia dzietność. Zapaść demograficzna na naszym kontynencie dotyczy Europy Środkowej i Wschodniej, a najwyższe wskaźniki dzietności są we Francji oraz Skandynawii, a więc w najbardziej równościowych państwach. Dlaczego - to temat na oddzielną dyskusję.

Naturalny podział ról

To, jak rozumie się słowa, jest istotne także w kontekście zdania Marcina Przeciszewskiego, że "zasadniczym celem wychowania jest pomóc w rozwijaniu harmonijnej osobowości, rozwijaniu cech, jakimi obdarowała nas natura, bo rodzina opiera się na komplementarności płci, a nie na rozmywaniu tych różnic". I tu dotykamy istoty wojny gender. Bo autor wierzy, że społecznie akceptowane wzorce męskości i kobiecości, to, co gender naukowcy uważają za wynik umowy społecznej (kultury), wynika wprost z biologii. W Arabii Saudyjskiej taka postawa jest widoczna szczególnie jaskrawo, bo tam duchowni przekonują, że zakaz kierowania samochodem przez kobiety wynika z kobiecej natury nieprzystosowanej do tego męskiego zajęcia ("gdyby kobiety jeździły samochodami, miałyby chore jajniki, rodziłyby chore dzieci, i byłoby na świecie więcej homoseksualistów"). W Polsce niektórzy duchowni mówią o powołaniu do czynności domowych (kobiety) i zarządczych (mężczyźni). Według tej tradycyjnej wizji mężczyźni rządzą krajem, są autorami większości dzieł literatury, uczestnikami powstań i rewolucji, właścicielami firm, bo takie jest ich powołanie, a kobiety nie lub rzadko, bo taka jest kobieca natura. Widać kobiece powołanie jest inne. A że kobiety przez wieki nie miały praw do edukacji, głosowania, pracy zawodowej - to drobiazg.

Kolejne źródło konfliktu to przekonanie niektórych hierarchów kościelnych, że tożsamość płciowa i orientacja seksualna są uwarunkowane kulturowo, podlegają woli, że to synonim ról płciowych. To poważny błąd merytoryczny, bo tych biologicznych cech nie można mylić z rolą płciową - matki, ojca, pracownicy, pracownika. Rolę matki można wykonywać stereotypowo (nie łącząc z pracą) lub niestereotypowo, jak robi to większość kobiet. Podobnie w pracy - stereotypowo zawód kierowcy to zawód męski, a pielęgniarki - żeński. Co się stanie, jeśli mężczyzna zostanie pielęgniarzem? Role społeczne można kształtować przez wychowanie, ale nie da się tego zrobić z orientacją seksualną lub tożsamością płciową, których ani przebieranki, ani pomalowanie paznokci, ani nawet wieloletnia indoktrynacja nie są w stanie naruszyć.

Wreszcie zdanie, że rodzina opiera się na komplementarności płci - ja zawsze myślałam, że na komplementarności dusz. Czy małżeństwo dużej silnej, dominującej kobiety z małym, potulnym mężczyzną lubiącym gotowanie jest nienaturalne? Jeśli on potrzebuje silnej partnerki, a ona kogoś, kim można się czule zająć, to też mogą mieć razem gromadkę dzieci i żyć długo i szczęśliwie. Możemy sobie wyobrazić najróżniejsze konfiguracje osobowości, wykonywanych zawodów, upodobań - jeśli ludzie się kochają, akceptują, szanują, mogą mieć piękne życie i rodzinę bez względu na to, kto komu maluje paznokcie.

W ogóle nie to jest ważne dla ludzi i w całym sporze o gender. Bo tak naprawdę nie rozmawiamy o kulturze (i dobrze - niech spory naukowe rozstrzygają fachowcy). Tocząca się dyskusja nie jest o gender, tylko o agresywnym ataku na Bogu ducha winnych uczonych, nauczycieli, działaczy, urzędników, którym wmawia się, że są czarnym ludem i kierują czarną wołgą. Że chcą seksualizować dzieci, niszczyć rodzinę, walczyć z Kościołem, promować homoseksualizm, zarażać seksualną manią i tworzyć grunt pod pedofilię. Wszystko podstępnie i między wierszami za pieniądze UE i podatnika.

Rządowi zależy na polityce prorodzinnej

Kto wytrzyma wielokrotne, niezasłużone oskarżenia i razy? Ile razy można udowadniać, że nie jest się wielbłądem? Dlaczego szef KAI pisze o decyzjach rządu wymierzonych przeciwko rodzinie? Ten rząd zrobił więcej w prawie rodzinnym i wydał większe pieniądze na prorodzinne projekty niż jakikolwiek wcześniej. Urlopy rodzicielskie i ojcowskie oraz urlopy wychowawcze dla wszystkich to koszt kilku miliardów złotych, więcej niż kosztowały dotychczasowe urlopy macierzyńskie. Te rozwiązania są dla tych, którzy chcą wychowywać dzieci w domu - zgodnie z polską tradycją. To Platforma Obywatelska i PSL podjęły tę decyzję i teraz to PO i PSL ją realizują. Instrumenty wprowadzane na rynek pracy, elastyczny czas pracy, granty na telepracę, możliwość dzielenia urlopu i pracy, liczone w setkach tysięcy nowe miejsca w żłobkach i przedszkolach są dla tych, którzy chcą łączyć pracę zawodową i życie rodzinne. Z całą pewnością to nie jest koniec drogi prorodzinnej polityki państwa. Byłoby dobrze, gdyby Kościół zauważał zarówno podejmowane wysiłki, najpoważniejsze na tle innych rządów, jak i plany rozwijania tych polityk.

Nie oskarżenia, lecz dialog

Wróćmy do przykładu z przedszkolem. Zadziwia skala paniki w tej sprawie. Kiedyś w teatrze pracowali wyłącznie mężczyźni, odgrywając wszystkie role, męskie i kobiece; dzieci od lat bawią się i przebierają i nie zmienia im się od tego płeć. Co by się stało, gdyby gdzieś w ramach zabawy dzieci się poprzebierały? Wszystko zaczęło się od przedszkola w Rybniku, gdzie dzieci przebierały misie. Ten nie do końca pewny przypadek doczekał się listu pasterskiego poprzedzonego publicznymi wypowiedziami kościelnej hierarchii o tym, że to feministki, rozwiedzeni rodzice, nauczyciele, Unia Europejska, ONZ, Rada Europy jako propagatorzy ideologii gender są winni pedofilii w Kościele. Część tych kuriozalnych oskarżeń była powtórzona w liście pasterskim, a nie do końca prawdziwa historia o przedszkolu w Rybniku, gdzie dzieci ubierały misie w szkocki kilt, urosła do rangi dowodu na zamach na rodzinę szykowany przez "ideologów gender" (czyli feministki, badaczy gender, nauczycieli, aktywistów LGBT, urzędników i Unię Europejską). Jeden nie do końca pasujący przypadek dowodem na ogólnoeuropejski zamach - trochę słabo.

Od szefa KAI oczekuję dziennikarskiej rzetelności . Przecież w tej wojnie o gender nikt nie ma pretensji do Kościoła, że ceni rodzinę, bo i rząd, i nauczyciele, i organizacje pozarządowe zajmujące się prawami człowieka też cenią rodzinę i na rzecz rodziny pracują. Pretensje zgłaszają zaatakowani badacze gender i nauczyciele - o niesłuszne i krzywdzące oskarżenia, upowszechnianie nieprawd, mieszanie pojęć i manipulowanie faktami.

Ciągle czytam o tym, że gender "atakuje rodzinę i Kościół". Ale jest dokładnie odwrotnie: to Kościół atakuje gender, politykę równościową, która jest usankcjonowana prawnie, a ludzie w nią zaangażowani po prostu wykonują swoją pracę. Od tygodni wielu z nich mówi, że czuje się jak w "Procesie" Kafki. Wielka szkoda, bo z wymiany listów wynika, że są jakieś punkty styku, że w wielu miejscach chodzi nam o to samo - chcemy, żeby na świecie było sprawiedliwiej, żeby rodzina była mocna, żeby nie było krzywdy. Rozmawiajmy o tym, jak to zrobić razem. W niektórych sprawach się nie zgodzimy, ale w niektórych możemy być sojusznikami.

Cieszę się z pojawiających się zdań o dialogu. Najwyższy czas wycofać się z niepotrzebnych, krzywdzących oskarżeń i zacząć rozmawiać.

Co sądzicie na ten temat? Napiszcie: listy@wyborcza.pl


 


w: http://wyborcza.pl/1,95892,15267179,Nie_ma_zmuszania_dzieci_do_przebierania_sie_w_sukienki.html
 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 173097 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=