.
  tęczowe szaleństwo
 

Tęczowe szaleństwo

Fot. Sxc.hu
2013-06-28

Epokowa zmiana postawy niemieckiego kościoła ewangelickiego - „tradycyjny, wiodący model małżeństwa się wysłużył”…

„Dlaczego ci Francuzi są tak zacietrzewieni?”, pytał w tytule bulwarowy „Bild” do komentarza o rozpędzeniu gazem łzawiącym paryskiej manifestacji obrońców tradycyjnego modelu rodziny. Niemiecki tabloid wstawił się za… kochającymi inaczej. W RFN homoseksualiści mogą zawierać tzw. związki partnerskie. Jednymi z ostatnich „żonkosiów” byli 58. letni Ole von Beust i jego 22. letni oblubieniec. Panowie poznali się podczas praktyki tego ostatniego w hamburskim ratuszu, gdzie Beust pracował na stanowisku burmistrza. Pierwszy raz ten prominentny polityk z partii chrześcijańskich demokratów (CDU) pokazał się ze swym „narzeczonym” („narzeczoną”?) ze dwa lata temu, na otwarciu jednego z butików w tym portowym mieście. Sensacji nie było, w końcu nie jeden Beust ma słabość do mężczyzn, że wspomnę ślub szefa niemieckiej dyplomacji Guida Westerwellego, który zabiera swego „męża” („żonę”?) na oficjalne wizyty zagraniczne, czym notabene wprawia gospodarzy w spore zakłopotane.

Choć jednopłciowe pary, zalegalizowane przez czerwono-zieloną koalicję rządową kanclerza Gerharda Schrödera, nikogo w RFN już nie dziwią, nie znaczy to, że homoseksualiści czują się w pełni usatysfakcjonowani.Przeciwnie, nadal mówią o „dyskryminacji” i żądają od polityków całkowitego równouprawnienia w stosunku do małżeństw hetero. A ponieważ chadecy stoją im na drodze, przeto organizatorzy niedawnej parady gejów i lesbijek w Berlinie, która odbyła się pod hasłem: „Koniec z niedzielnymi przemowami!”, rozgłosili jeszcze przed tą imprezą, że są niepożądani, zarówno w tym towarzystwie, jak i na scenie politycznej w ogóle. I tak się też stało, w ulicznym pochodzie kochających inaczej nie było ani platformy CDU, ani wyższych rangą przedstawicieli partii Angeli Merkel. Skoro sprzeciwiają się postulatom tęczowych organizacji, niech wiedzą, że we wrześniowych wyborach nie mają co liczyć na głosy tego środowiska. Chyba, że unici z CDU i CSU przestaną blokować np. legalizację adopcji dzieci przez homoseksualistów. Bo „taka jest w końcu „rzeczywistość”; nieoficjalnie pary lesbijek i pederastów wychowują w RFN około 5,6 tys. dzieci. Jednym z żądań stowarzyszenia Lesben- und Schwulenverband (LSVD) jest także „całkowity rozdział państwa od kościoła”, który - jak do tej pory - również nie uznawał związków partnerskich za rodziny. Ale nawet i ten ostatni bastion pęka.

Jak oznajmił właśnie przewodniczący rady Kościoła Ewangelickiego (EKD) Nikolaus Schneider, małżeństwa heteroseksualne „nadal będą traktowano, jako dobre i właściwe”, lecz hierarchowie „przyjmują do wiadomości rzeczywistość” i „będą oficjalnie wspierać także tęczowe rodziny”.

„Tradycyjny, wiodący model małżeństwa się wysłużył”…,

podsumował dziennik „Süddeutsche Zeitung".

Dziś on z onym i ona z oną to też już „rodziny”. Jak to się ma do etymologii tego słowa, a mianowicie: rodzenia? Nic mi do tego, kto z kim sypia, nie ma nic przeciw legalizacji jednopłciowych partnerstw i wynikających stąd konsekwencji formalno-prawnych, jak np. obowiązku troszczenia się o siebie, możliwości wspólnego opodatkowania, dziedziczenia majątku itp., ale na tym - basta! Jak dla mnie tolerancja i akceptacja też mają granice. Zastanawiam się tylko, może ja to niedzisiejszy homofob jakiś…?

Tymczasem we Francji „postęp” i „historyczne wydarzenie”: Vincent Austin i młodszy od niego o dziesięć lat Bruno Boileau zostali pierwszym, urzędowo potwierdzonym męsko-męskim małżeństwem. Na ich „tak” w Urzędzie Stanu Cywilnego w Montpellier czekało ponad pół tysiąca zaproszonych gości i kilkuset dziennikarzy. Była Francja-elegancja, odegranie starego przeboju Franka Sinatry „Love and Marriage“ na okoliczność i soczyste buzi-buzi. Rzecz jasna, nie obyło się bez przemówienia oficjeli.

„Vincent, Bruno, my przeżywamy i wy przeżywacie historyczny moment dla naszego kraju, dla naszej republiki. Mam wielki honor powiedzieć państwu, że jesteście połączeni węzłem małżeńskim” -

oznajmiła obecna na ceremonii burmistrz Hélène Mandroux. Do Montpellier pofatygowała się nawet minister do spraw kobiet, socjalistka Najat Vallaud-Belkacem. Policja stała w gotowości bojowej, lecz tym razem obyło się bez bijatyk i konieczności użycia gazu łzawiącego. „Zacietrzewienie” Francuzom mija. Francja jest czternastym krajem świata, gdzie homoseksualiści mogą brać śluby. Nie wiem, czy „państwo”-małżeństwo Vincenta i Bruna będzie odtąd nazywało się Austinowie, czy Boileau`wie, i - wyznam - mało mnie to interesuje. Ich rzecz. Interesuje mnie natomiast, w jakim kierunku rozwija się nasza, zachodnia cywilizacja. No, w jakim…?

Klaser

w:
http://wsumie.pl/lifestyle/64318-teczowe-szalenstwo#

 
  Wszedłeś do e-Instytutu jako 173125 odwiedzający. Witaj. copyright by irs  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=